Hans Magnus Enzensberger: Presokratejsko
Szkoda! O czterech żywiołach
nie chcą już słyszeć -
nasi czołowi badacze. Teraz
doszli, o ile wiem,
do numeru sto ósmego
i nie przestają majstrować
przy transuranowcach
Ale wystarczą cztery stare.
"Ma pan ogień?" "Proszę bardzo".
Szklanki wody odmówi ci
raczej mało kto.
Łyk powietrza, wciąż jeszcze
można go dostać bez karty kredytowej,
a ta szufla ziemi
na twoje szczątki - przynajmniej
ty możesz ją mieć gratis.
Przeł. Andrzej Kopacki
niedziela, 23 kwietnia 2017
piątek, 28 sierpnia 2015
Z dziejów filozofii życia
Post dedykujemy tym, którzy wciąż jeszcze twierdzą, że filozofia do niczego się nie przydaje.
Pastor Tom Marshfield – bohater powieści Updike’a Miesiąc nadziei – wspomina wykłady z filozofii a dokładnie miłą, choć nieśmiałą Jane: „Poznaliśmy się w chłodnym brytyjskim słońcu hobbesowskiego realizmu, odbijaliśmy piłki z niepohamowanym egoizmem i umówiliśmy się na następny mecz jako partnerzy. Nim doszło do następnego spotkania, Hume odpalił „powinien” i „słuszny”, a Bentham próbował rekonstruować hedonizm formułami maksymalizacji. Nasz pierwszy pocałunek przypadł na Spinozę, bardziej titillatio niż hilaritas. Czułem jednak, jak mój conatus, ponure centrum mego jestestwa, pięknie unosi się z mej przepony, gdy w ciemności zamkniętych powiek jej ciężar po raz pierwszy przygniótł mój. Gdy Kant usiłował złagodzić racjonalizm imperatywami kategorycznymi i Achtung, Jane pozwoliła mi pieścić swoje piersi przez sweter. Do czasu potwornego utożsamienia przez Hegla moralności z wymogami państwa, moja dłoń rozgrzewała się w jej staniku, a mój dostęp został rozszerzony i dotyczył także ud”*.
Pastor Tom Marshfield – bohater powieści Updike’a Miesiąc nadziei – wspomina wykłady z filozofii a dokładnie miłą, choć nieśmiałą Jane: „Poznaliśmy się w chłodnym brytyjskim słońcu hobbesowskiego realizmu, odbijaliśmy piłki z niepohamowanym egoizmem i umówiliśmy się na następny mecz jako partnerzy. Nim doszło do następnego spotkania, Hume odpalił „powinien” i „słuszny”, a Bentham próbował rekonstruować hedonizm formułami maksymalizacji. Nasz pierwszy pocałunek przypadł na Spinozę, bardziej titillatio niż hilaritas. Czułem jednak, jak mój conatus, ponure centrum mego jestestwa, pięknie unosi się z mej przepony, gdy w ciemności zamkniętych powiek jej ciężar po raz pierwszy przygniótł mój. Gdy Kant usiłował złagodzić racjonalizm imperatywami kategorycznymi i Achtung, Jane pozwoliła mi pieścić swoje piersi przez sweter. Do czasu potwornego utożsamienia przez Hegla moralności z wymogami państwa, moja dłoń rozgrzewała się w jej staniku, a mój dostęp został rozszerzony i dotyczył także ud”*.
John Updike: Miesiąc niedziel. Przeł. Jerzy Kozłowski. Wyd.
Rebis. Poznań 2012, s. 58.
sobota, 18 lipca 2015
Profesor Misia
Drugi tom wywiadu-rzeki Transe–Traumy–Transgresje. Książka
ciekawa i nużąca zarazem. Interesująca przede wszystkim ze względu na jej
bohaterkę – Marię Janion – wielką postać polskiej humanistyki, o której życiu,
metodach pracy czy ewolucji poglądów wiele tu czytamy. Ponadto – sporo dowiadujemy
się też o ludziach, z którymi bohaterka książki spotykała się bądź pracowała, o
klimacie pracy naukowej w Polsce lat siedemdziesiątych (choćby o dostępności
zagranicznej literatury).
Co nuży? Książka wydaje
się zupełnie pozbawiona redakcji. Fragmenty wartkie i wciągające przeplatają
się z przegadanymi dłużyznami (np. dłuuuuuga egzegeza odnalezionego w trakcie
przygotowywania książki brulionu z notatkami, sporządzanymi przez Janion w
latach siedemdziesiątych – notatki tam zawarte dotyczą lektur, spotkań,
obejrzanych filmów). Przydałoby się tu krytyczne oko przycinające tu i ówdzie niektóre
wątki.
Gdzieś czytałam recenzję,
której autorowi brakowało polemik z Janion. Tu z kolei moja polemika. Przede
wszystkim – co zresztą zostało w owej recenzji wskazane – to wywiad
przeprowadzany przez Kazimierę Szczukę, uczennicę Mistrzyni (jak Maria Janion
jest tu często nazywana). Trudno więc spodziewać się, że osoba wiele
zawdzięczająca Janion, osoba jej bliska (co można także wywnioskować z
książki), będzie chciała ją atakować. Poza tym, tak to już jest z książkami
typu „wywiad-rzeka” – w tej konwencji chodzi raczej o przedstawienie poglądów
bohaterki bądź bohatera, o jej czy jego swego rodzaju autoprezentację i to w
granicach przezeń wyznaczonych. Trudno spodziewać się przekraczania tych
granic, krytyki bądź samobiczowania (chyba, że bohaterka bądź bohater akurat mają
na to chęć).
Na zakończenie notki
fragment (w moim przekonaniu zachęcający do lektury), dotyczący Mirona
Białoszewskiego, należącego do kręgu znajomych Marii Janion:
„- Jaki był Białoszewski?
Chodzi mi o pierwsze Pani skojarzenie.
- Bardzo dziwny był to
człowiek. Zawsze robił na mnie wrażenie kogoś zabieganego, stale szukał tych
objawów życia, tak jak je rozumiał, życia szczególnego i szczegółowego. Szumy, zlepy, ciągi, tak to określał.
Był nastawiony na odkrywanie. Bezustannie czuwał nad tym wszystkim z
dziewiątego piętra swego mrówkowca, chciał jakoś usłyszeć i zapisać odgłosy,
oznaki i ślady życia. Kiedy wychodziłyśmy od niego późną nocą, wychodził z
nami, żeby krążyć w nocy po mieście, jesienią czy zimą. Miał takie stare,
wytarte palto po ojcu, wyglądał w nim jak nocny stróż. I rzeczywiście był takim
nocnym stróżem, który obchodził Warszawę. Jak sam opowiadał, wchodził czasem na
podwórka i słuchał, jak ludzie chrapią. Latem, kiedy okna są otwarte, można
podobno posłuchać różnych rodzajów chrapania dobiegających z rozmaitych mieszkań.
Tego się od niego dowiedziałam.”
Transe–Traumy–Transgresje.
T.2. Prof. Misia. Z Marią Janion rozmawia Kazimiera Szczuka.
Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2014.
sobota, 11 lipca 2015
Dualizm metafizyczny
Fryderyk Schiller: Metafizyk
"Jakże świat u stóp moich ułożył się nisko!
Ledwie widzę, jak w dole ludkowie się roją!
Aż pod sam namiot niebios wzbił osobę moją
Kunszt mój wyższy nad wszystko!"
Tak woła karzeł-olbrzym - jego imię
Jaś Metafizyk - w domu przy pulpicie.
Powiedz no, karle-olbrzymie,
Skądże się wzięła, gdzie ma fundamenty
Ta wieża, z której patrzysz wniebowzięty?
Jakieś wszedł na nią? Czyż nagie wyżyny
Nie są tam po to, abyś spoglądał w doliny?
Przeł. Adolf Sowiński
Wisława Szymborska: Metafizyka
Było, minęło.
Było, więc minęło.
W nieodwracalnej zawsze kolejności,
bo taka jest reguła tej przegranej gry.
Wniosek banalny, nie wart już pisania,
gdyby nie fakt bezsporny,
fakt na wieki wieków,
na cały kosmos, jaki jest i będzie,
że coś naprawdę było,
póki nie minęło,
nawet to,
że dziś jadłeś kluski ze skwarkami
"Jakże świat u stóp moich ułożył się nisko!
Ledwie widzę, jak w dole ludkowie się roją!
Aż pod sam namiot niebios wzbił osobę moją
Kunszt mój wyższy nad wszystko!"
Tak woła karzeł-olbrzym - jego imię
Jaś Metafizyk - w domu przy pulpicie.
Powiedz no, karle-olbrzymie,
Skądże się wzięła, gdzie ma fundamenty
Ta wieża, z której patrzysz wniebowzięty?
Jakieś wszedł na nią? Czyż nagie wyżyny
Nie są tam po to, abyś spoglądał w doliny?
Przeł. Adolf Sowiński
Wisława Szymborska: Metafizyka
Było, minęło.
Było, więc minęło.
W nieodwracalnej zawsze kolejności,
bo taka jest reguła tej przegranej gry.
Wniosek banalny, nie wart już pisania,
gdyby nie fakt bezsporny,
fakt na wieki wieków,
na cały kosmos, jaki jest i będzie,
że coś naprawdę było,
póki nie minęło,
nawet to,
że dziś jadłeś kluski ze skwarkami
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Z podręczników filozofii. Cz. 6
O
po-sokratykach
Nie mieć racji – oto cel
filozofii. A może inaczej – nie mieć racji w taki sposób, by wykazać, że nie ma
jej również mój przeciwnik. Absolutny sens, wszystko wyjaśniająca teoria,
ostateczna pewność, oczywista prawda utwierdzają tylko panowanie ducha
w świecie a filozofia ma przecież dotyczyć jego rozkładu. Można naturalnie
milczeć, ale jeszcze lepiej jest nie mieć racji.
Adorno pisze: „Znałem kogoś, kto po kolei zapraszał
do siebie wszystkie znakomitości teorii poznania, nauk przyrodniczych i
humanistyki, z każdym z osobna dyskutował swój system i kiedy już nikt nie
ważył się wysunąć żadnego argumentu przeciw jego formalizmowi, zakonkludował,
że oto system potwierdził swą wartość. Coś z takiej naiwności zaznacza się
wszędzie, gdzie filozofia choćby z daleka przypomina gest przekonywania. Gest
ten zakłada jakąś universitas literarum,
aprioryczne porozumienie duchów, które mogą się ze sobą komunikować, a tym
samym zakłada już cały konformizm”.
![]() |
| T.W. ADORNO Do poczytania: T.W. Adorno: Minima moralia. Refleksje z poharatanego życia. Przeł. M. Łukasiewicz. Wyd. Literackie. Kraków 1999. |
niedziela, 12 kwietnia 2015
Z podręczników filozofii. Cz. 5
O przewagach filozofa nad poetą pisał Platon. Są też odmienne opinie. O przewadze baranka nad pająkiem filozof Artur Schopenhauer pisze tak: „Inna wielka przewaga osiągnięć poetyckich nad
filozoficznymi polega na tym, że dzieła poetów mogą istnieć obok siebie i nie
przeszkadzają sobie. Co więcej, jeden i ten sam duch może się nimi rozkoszować
i cenić najrozmaitsze z nich. Tymczasem system filozoficzny, gdy tylko
przyjdzie na świat, zaraz dąży do zguby wszystkich swych braci, jak sułtan
azjatycki występujący na tron. Albowiem tak jak w ulu może być tylko jednak
królowa, tak tylko jedna filozofia na porządku dziennym. Systemy mają, mianowicie,
naturę tak nietowarzyską jak pająki, z których każdy siedzi osobno w swojej
sieci i wypatruje, ile much się w niej uwikła, a do innego pająka zbliża się
tylko po to, by z nimi walczyć. A więc podczas gdy dzieła poetów jak baranki
pasą się zgodnie obok siebie, dzieła filozoficzne są urodzonymi
drapieżnikami”.*
* A. Schopenhauer: W poszukiwaniu mądrości
życia. Parerga i paralipomena. Drobne pisma filozoficzne. T.2. Przeł. J. Garewicz. Kęty 2004, s, 37.
piątek, 3 kwietnia 2015
Filozof -maszyna
Jean Tinguely (1925-1991), szwajcarski artysta (znany głównie we Francji, bo w Szwajcarii znani są jedynie narciarze), to wybitny przedstawiciel nowego realizmu oraz jeden z twórców tak zwanej sztuki kinetycznej. Dla niewyrobionych odbiorców sztuki jego działalność przypominała zbieranie złomu, z którego następnie artysta zmyślnie komponował dzieło, by wreszcie za pomocą różnych silniczków, powietrza, itp. wprawić całą konstrukcję w ruch. Dzieciaki w muzeach mają teraz fajną zabawę, czego sam byłem świadkiem. Dla wyrobionych z kolei odbiorców sztuki była to gra wyobraźni ze zmiennością i ruchem. Takie metafizyczne wiatraki.
Ale wróćmy do złomu. Nie ma bowiem większego złomowiska niż historia filozofii. Nie może zatem nas dziwić, że Tinguely "stworzył" także filozofów. I to niezłą gromadkę, między innymi Rousseau, Engelsa, Nietzschego czy Bergsona. Ponieważ wielkie dzieła mówią same za siebie, również i ja powstrzymam się z komentarzem. Powtórzę tylko za Arystotelesem, że ruch jest naczelną zasadą życia. Schopenhauer zaś twierdził, że żadna wielka idea nie może powstać, kiedy człowiek siedzi. Może co prawda stać, ale najlepiej jeżeli będzie się poruszał. Czy będzie to robił za pomocą swych nóg czy za pomocą silniczków, to już kwestia drugorzędna.
| Wittgenstein |
| Heidegger |
środa, 18 lutego 2015
Selma putuje na fakultet
Przy okazji rozpoczęcia nowego
semestru akademickiego przypomniała mi się pewna piosenka. Historia jest smutna. Ona – Selma, jedzie
na studia. On – nie jedzie. Nie wiadomo z jakich powodów. Były to (normalne) czasy, kiedy nie wszyscy jeszcze studiowali. Pomaga jej zanieść
walizkę na dworzec. Jest to ostatnia
chwila, by wyznać jej miłość. Nie wyznaje.
Z jego ust wydobywa się tylko "Cześć, Selmo,
proszę cię, nie wychylaj się przez okno". Niewiele. Selma pojechała. On
pozostał. Były to czasy, kiedy nie można
było wysłać smsa i naprawić straconą szansę. I tak nie miał szans, gdyż Selma nie pojechała na wakacje, obóz harcerski, do pracy
za granicą, lecz wyjechała na
uniwersytet. A jak wiadomo nauka i cnota rzadko idą w parze.
![]() |
| On - Vlado Dijak |
Tekst napisał poeta
Vlado Dijak, muzyka jest dziełem Gorana Bregovica. "Selma" Białego
guzika nadal brzmi świetnie.
czwartek, 12 lutego 2015
Kto się boi pajaca?
Jeszcze swe kantowskie 3 grosze - w nawiązaniu do ostatniego posta - dorzuca Tadeusz Różewicz
filozofowie
"Das Wesen der Wahrheit
Ist die Freiheit"
napisał Martin Heidegger
w roku 1930
potem wstąpił
do partii hitlerowskiej
"Hampelmann der Nazis"
powiedział o nim
sprawiedliwy wśród filozofów
Karl Jaspers
ale i on się pomylił
kiedy odpowiedział Hannah Arendt
wystraszonej zwycięstwem Hitlera
"Das Ganze ist eine Operette
Ich will kein Held in eine Operette sein"
H.A. wyemigrowała...
Jaspers został
i przekonał się
z żoną
Gertrudą Żydówką
że to nie była operetka
nad Niemcami i Europą
zapadła kryształowa noc
zgasło niebo gwiaździste
umarło prawo moralne
filozofowie
"Das Wesen der Wahrheit
Ist die Freiheit"
napisał Martin Heidegger
w roku 1930
potem wstąpił
do partii hitlerowskiej
"Hampelmann der Nazis"
powiedział o nim
sprawiedliwy wśród filozofów
Karl Jaspers
ale i on się pomylił
kiedy odpowiedział Hannah Arendt
wystraszonej zwycięstwem Hitlera
"Das Ganze ist eine Operette
Ich will kein Held in eine Operette sein"
H.A. wyemigrowała...
Jaspers został
i przekonał się
z żoną
Gertrudą Żydówką
że to nie była operetka
nad Niemcami i Europą
zapadła kryształowa noc
zgasło niebo gwiaździste
umarło prawo moralne
czwartek, 22 stycznia 2015
Kto się boi Immanuela Kanta? Część 16
Czytając Latoura.
Dziura ozonowa nade mną, prawo moralne we mnie.
Może Zieloni podchwycą.
Do poczytania:
Bruno Latour: Splatając na nowo to, co społeczne. Przeł. A. Derra, K. Abriszewski. Kraków 2010.
Dziura ozonowa nade mną, prawo moralne we mnie.
Może Zieloni podchwycą.
Do poczytania:
Bruno Latour: Splatając na nowo to, co społeczne. Przeł. A. Derra, K. Abriszewski. Kraków 2010.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



