czwartek, 13 grudnia 2018

O (istocie) muzyki


Autor - dzieło - odbiorca. Który element jest najważniejszy w artystycznym procesie. Może wszystko jest ważne? Za Georgiem Steinerem stawiam proste pytanie: „Dlaczego właściwie G-moll miałoby być »kluczem smutku«?. No właśnie, dlaczego? Jeżeli odpowiemy na to pytanie, to rozjaśni się również nasz estetyczny dylemat. 


Do poczytania:
G. Steiner: Zerwany kontrakt. Przeł. O. Kubińska. Warszawa 1994.

wtorek, 30 stycznia 2018

Filozofia mody, filozofia stylu (5)

Od Gargamelli

Dziś filozoficzny dowód na to, że (modowe) perpetuum mobile jest nie tylko możliwe, ale także jak najbardziej realne:

„W dniach mego dzieciństwa, pamiętam, widziałem ludzi małych i wielkich, którzy mieli wszystkie końce szat pocięte we wszystkich częściach, tak od głowy, jak od stóp i z boków; i tak piękny zdał się ów wynalazek w owym okresie, że cięto jeszcze wymienione strzępy i noszono kaptury i trzewice i czepce w sposób podobny pocięte, że wychodziły z głównych szwów szat, w różnych barwach.
A potem widziałem trzewiki, berety, mieszki, broń – którą noszono dla napaści – kołnierze ubrań, końce kaftanów od nóg, ogony szat, a nawet w końcu usta tych, którzy chcieli być piękni, zaostrzone w długie i ostre dzioby.
W innym okresie zaczęły róść rękawy i stały się tak wielkie, że każdy dla siebie był większy od sukni; potem zaczęły się wznosić szaty wkoło szyi, tak, że na końcu zakryły całą głowę; potem zaczęto ją rozdziewać do tego stopnia, że szaty nie mogły się utrzymać na ramionach, bo na nich nie leżały.
Potem szaty zaczęły się tak przedłużać, że ludzie mieli ustawicznie ramiona obarczone sukniami, by ich nie deptać nogami; potem doszły do takiej krańcowości, że odziewały tylko do biódr i do łokci, a były tak ciasne, że cierpiano z powodu nich wielkie męki, a wielu ginęło pod niemi; a stopy były tak ściśnięte, że palce kładły się jeden na drugim i obciążały nagniotkami”.

Ten jakże radosny opis pochodu trendów rodem z renesansowych Włoch, pochodzi z książki:

Leonardo da Vinci: Pisma wybrane. Wybór, układ, przekład i wstęp Leopolda Staffa. Tom I. Warszawa–Kraków 1930.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

I'm in love with a Jacques Derrida

Walijskiego muzyka Greena Gartside'a, lidera założonego w 1977 roku zespołu Scritti Politti, z pewnością można zaliczyć do grona najbardziej oczytanych muzyków. A że muzyka to nie sport, to konkurencja nie odstaje.

Na pierwszym albumie "Song of Remember" (1982) znalazł się utwór pod tytułem Jacques Derrida. Myślę, że piosenka wciąż dobrze brzmi. Ale liczą się także słowa. Nie będę dokonywał dekonstrukcji tekstu (patrz niżej), powiem jednak o czymś innym.

Proszę sobie wyobrazić, że słynny (być może także i Cardiff) filozof Jacques Derrida spotkał się z muzykiem. W paryskiej kawiarni porozmawiali sobie między innymi o ekspresji w muzyce. Derrida powiedział, że to, co robi Walijczyk jest częścią tego samego projektu zniszczenia. Jest to ten sam dekonstrukcyjny nastrój – choć w muzyce przejawia się on inaczej. To, co niepokojące zawsze stanowiło doświadczenie dla popu. I tak oto muzyka pop wstąpiła na pierwszy front w walce przeciw logocentryzmowi.

Może zastanawia Państwa dziwna nazwa zespołu. I tu jeszcze raz znajdujemy potwierdzenie oczytania Greena Gartside’a.

 Oto fragment tekstu:

I'm in love with the bossanova
He's the one with the cashanova
I'm in love with his heart of steel
I'm in love
I'm in love with the bossanova
He's the one with the cashanova
I'm in love with his heart of steel

I'm in love

How come no-one ever told me
Who I'm working for
Down among the rich men baby
And the poor

Here comes love for ever
And its here comes love for no-one
Oh here comes love for Marilyn
And it's oh my baby oh-oh my baby
What you gonna do?
In the reason - in the rain

Still support the revolution

I want it I want it I want that too
B'baby B'baby it's up to you
To find out somethin' that you need to do
Because

'm in love with a Jacques Derrida
Read a page and know what I need to
Take apart in my baby's heart
I'm in love
I'm in love with a Jacques Derrida
Read a page and know what I need to
Take apart in my baby's heart
I'm in love

To err is to be human
To forgive is too divine
I was like an industry
Depressed and in decline

A tu piosenka:



Do posłuchania:
Sctitti Polliti: Song of Remember (1982)

Do poczytania:
J. Derrida: O gramatologii. Przeł. B. Banasiak. Warszawa 2011.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Kto się boi Immanuela Kanta? Część 17

Nie zapominamy o naszych cyklach. Tym razem wracamy do Kanta, przypominając lekko upiorny wiersz Jarosława Iwaszkiewicza. 


Widzę co nocy bezdeń czarniawą
W górze nad nami,
Niebo ogromne z mgławic kurzawą,
Drżące gwiazdami

Strachem przejmuje dolina wieczna,
Czarny jar Boga,
W wichrze tworzenia rozwiana mleczna
Słoneczna droga.

Lecz przerażenie większe porywa
Gdy spojrzę w siebie –
Bezprawnych orbit spieniona grzywa
Jaźń mą kolebie.

Tam nie wirują mgławice, ziarna
Narodzin wielu.
Noc nieprzejrzana, bez dna i czarna –
Immanuelu! 


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Tumorysta

W środku, między ścianami czaszki, coś się dzieje”

W latach międzywojennych Frigyes Karinthy (1887–1938) był wielką gwiazdą literatury węgierskiej. Specjalizował się w drobnych utworach, reportażach, poezji, ale także przekładach. W jego ogromnym i różnorodnym dorobku – w Polsce słabo znanym – wyróżnia się opowieść o chorobie (guz mózgu), którą zatytułował Podróż wokół mojej czaszki (nie przypadkiem tłumaczył Swifta). Nie jest to jednak żadne studium przypadku, lecz niemal poetycka opowieść o tym, jak humorysta przemienia się w tumorystę. Książka nie jest pozbawiona waloru naukowego: Autor posiadał dużą świadomość medyczną („Sam sobie mogę postawić diagnozę”) i można czytać ją także jako swoistą patografię. Tak zrobił między innymi słynny Olivier Sacks, pisząc wstęp do angielskiego wydania. A mamy jeszcze wątek Herberta Oliviercrony, pioniera neurochirurgii, który operował pisarza. Nie było wówczas łatwo o lekarza, który podjąłby się tak trudnej operacji. Stąd liczne podróże i poszukiwania kliniki, o czym Karinthy fantastycznie opowiada. I ten opis samej operacji. „Lekkie ukłucie w czubek głowy. To chyba zastrzyk. Czy profesor już jest? Prawdopodobnie tak, z boku chwieją się dwa białe fartuchy. Słyszę tępy dźwięk. Teraz chyba... ejże!”. Warto dodać, że pacjenta, aby rzekomo zwiększyć jego szansę na przeżycie, operowano bez znieczulenia ogólnego. W każdej chwili można było go zapytać: jak się Pan czuję?. 

Główną siłą książki jest język, jakim pisze Autor o swej chorobie, który sprawia, że mamy faktycznie do czynienia z podróżą. Nie tylko między Budapesztem a Sztokholmem, jedną a drugą kawiarnią, lecz między zdrowiem a chorobą, życiem a śmiercią. I narracje te wybornie się uzupełniają. A wszystko to dzieje się w Europie roku 1937. I na koniec – jeden przykład metafizyczno-szpitalnego nastroju: „Po siódmej ożywione życie szpitala zamiera, lekarze idą do domu bądź do swoich pokoi. Szerokie koszarowe korytarze wyludniają się, a w salach pali się niebieskie światło nie z tej ziemi. Ja też dostosowuję się do nastroju i zapalam u siebie niebieskie światło. Patrzę na mokry park – tymczasem się rozpadało – i w cichości ducha zastanawiam się, czy w ogóle mam coś do stracenia. Pomijając wszystko inne, dobrze wiem, że NIE BYĆ jest wyjątkowo nudnym stanem w porównaniu do różnobarwności życia. Ale ma też dużo zalet. Nie trzeba rozmawiać, szukać wymówek. Gdyby tylko człowiek umiał  korzystać z tych zalet, w jakimś TRZECIM STANIE poza życiem i śmiercią – gdybym mógł wejść do swojej ulubionej kawiarni tak, aby tam nie być, usiadłbym wśród ludzi i nikt by o mnie nie wiedział" (s. 68).

Do poczytania:
Frigyes Karinthy: Podróż wokół mojej czaszki. Przeł. A. Górecka. Warszawa: PIW  2008.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Wracamy

Hans Magnus Enzensberger: Presokratejsko

Szkoda! O czterech żywiołach
nie chcą już słyszeć -
nasi czołowi badacze. Teraz
doszli, o ile wiem,
do numeru sto ósmego
i nie przestają majstrować
przy transuranowcach

Ale wystarczą cztery stare.
"Ma pan ogień?" "Proszę bardzo".
Szklanki wody odmówi ci
raczej mało kto.
Łyk powietrza, wciąż jeszcze
można go dostać bez karty kredytowej,
a ta szufla ziemi
na twoje szczątki - przynajmniej
ty możesz ją mieć gratis.

Przeł. Andrzej Kopacki