niedziela, 13 maja 2012

Język jest wirusem z kosmosu


Niewielka książeczka. Około trzydziestu tekstów Laurie Anderson. Miało powiedziane - trzydziestu wierszy. Są naprawdę dobre. No cóż, nie każdy może być artystką-rezydentką NASA.  Oto jeden z przykładów wiersza; jak to u nas często na blogu bywa… filozoficznego.  


Jaś i Małgosia
(dla Waltera Benjamina)

Jaś i Małgosia żyją i mają się świetnie. Mieszkają w Berlinie.
Ona jest kelnerką serwującą koktajle
On dostał rolę w filmie Fassbindera
Nocami popijają
Schnapps i gin, ona mówi:
Jasiu, ty mnie naprawdę przygnębiasz.
On na to: Małgosiu, potrafisz być suką.
On na to: zmarnowałem życie na twoją głupią legendę.
Tymczasem moją prawdziwą miłością była czarownica.

Ona pyta, czym jest historia, on na to:
Historia to anioł pędzący tyłem w przyszłość
Mówi, że historia to sterta gruzu
Anioł chce wrócić i zrobić porządek
Usunąć zniszczenia
Ale od strony raju idzie sztorm
Wiatr porywa anioła, anioł leci tyłem w przyszłość
Ten wiatr, ten wiatr nazywa się postęp.

Przeł. Julia Fiedorczuk


Do poczytania:
Laurie Anderson: Język przyszłości. Przeł. Julia Fiedorczuk. Wyd. Biuro Literackie. Wrocław 2012


8 komentarzy:

  1. Ech...
    Cóż...

    Ale Nowy York przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super... niesamowite

      Usuń
  2. Jeszcze powinna być analiza i interpretacja wiersza.
    Najlepiej w podniosłym, akademickim stylu, o!

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie interpretacji jakichkolwiek wierszy, to podam mój ulubiony przykład z Danielo Kiša.

    Punktem wyjścia jest zdanie: "Przyjdź kochanie na spotkanie…".

    „Jeśli teraz ktoś swą maszynerię do przeżuwania znaczeń, maszynerię interpretacji fenomenologicznej, uzyska taką mniej więcej krytykę znaczeniową: poeta, samotna jednostka, człowiek wyobcowany, po pascalowsku zapatrzony w bezkresne przestrzenie, czeka na przyjście tej, która jest tylko wcieleniem goethowskiej wiecznej kobiecości, lub tej, która stała się natchnieniem Dantego, poprowadziła go przez rajskie ogrody, i tak dalej. Poeta czeka zatem na swą ukochaną, coś bełkocze żałośnie, banalnie, a krytyk umieszcza go na ‘Polach Semantycznych’, interpretuje dla nas, czytelników, wykorzystując przy tym cały arsenał asocjacji literackich, filozofując i szukając pokrycia socjologizującego, choć wiersz wyraża to wszystko całkiem niewymyślnie: Przyjdź kochana na spotkanie…”

    (Danilo Kiš: Życie, literatura. Przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska).

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedź cytatem jest zawsze zagadkowa; z czyimiś słowami można się zgadzać i artykułować nimi własne zdanie, albo wcale nie rozstrzygać o ich słuszności i przytaczać je po to, żeby dać do myślenia. Dlatego właściwie nie wiem komu odpowiadam, ale przecież nie każda interpretacja musi być taka jak powyżej. To jakaś karykatura interpretacji. Równie dobrze można przyjąć, że poeta czeka na swoją ukochaną, i to też będzie interpretacja. Ale że coś bełkocze żałośnie, banalnie rzuca już jakąś smugę światła na to czekanie. ("na sen, na świt, na koniec świata"). Nie uważam, żeby uruchamianie maszynerii fenomenologicznej rozjaśniało te zdania, ale "zwykły" namysł nad doświadczeniem, taki poza "bezkresną przestrzenią", tak. Arsenał literackich asocjacji jest akademickim rozdęciem, który skrywa tylko tyle, że o czekaniu krytyk nie ma bladego pojęcia. Wie za to, jak się to czekanie buduje słowami. Ostatecznie to też dobrze. Nie oczekuję od poety, że wyjaśniał swój wiersz, bo i po co. Pozostaje mu to wykpić, zasłonić swoją wrażliwość, która i tak już dała z siebie wszystko w tekście. Myślę, że pisze się po to, żeby nie musieć o czymś opowiadać. Ale ten, który czyta może opowiadać. Gdyby zrezygnować z interpretacji (może to słowo jest straszne, bo przecież nie to, co się za nim kryje), to trzeba odmówić sobie godzin rozmów o literaturze, a nieraz są to godziny najlepsze i najważniejsze. Każdy wybiera sobie sposób opowiadania o świecie, który mu najbardziej pasuje. Jeden o nim pisze, drugi o nim mówi, trzeci o nim milczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ten cytat był dobry, najwyraźniej poruszył jakąś czułą strunę, bo zaczęłam od żartu, a skończyłam w podniosłym, akademickim stylu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet teksty do jej utworów muzycznych (bo trudno to nazwać piosenkami) są wspaniałe w swej poetyckiej prostocie, na przykład jeden z moich ulubionych cytatów z płyty "Homeland": "And you, you who can be silent in four languages". Cała Laurie zresztą jest boska :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ps. to tak na marginesie Waszej serii "Milczenie jest złotem: :-D

    OdpowiedzUsuń