środa, 3 października 2012

Filozagadka 7


„Jak wszystkie młode matki bawiłam się moją nową lalką, głęboko przekonana, że na bożym świecie nie ma piękniejszego, grzeczniejszego i nad wiek swój bardziej rozumnego dziecka, jak właśnie moje, a w dzień i w nocy nie myślałem o niczym innym, jak tylko o mym synu…”

Dziś pytanie nie o filozofa, ale o jego matkę. Obecnie znana jest przede wszystkim z tego, czyją matką była, ale kiedyś było inaczej. Jeszcze za życia zostały wydane jej dzieła zebrane. I było tego aż 24 tomy. Jej biedny syn dorobił się tylko siedmiu (i to dopiero  pośmiertnie). Nie była to literatura, którą zachwycałby się tajny radca, ale jej salonem – i owszem. Przez wiele lat gościła Goethego i jego świtę na cotygodniowych kolacjach. Stała się częścią tej pięknej weimarskiej historii. Pewnego razu do Weimaru wybrał się jej syn. Matka dała mu instrukcje: „Każdego dnia o pierwszej przychodzisz do mnie i zostajesz do trzeciej, potem już do końca dnia Cię nie widzę, poza moimi wieczorkami, na które możesz przyjść, jeśli chcesz, możesz też w oba te dni jeść u mnie wieczorem, jeżeli zechcesz się wtedy powstrzymać od nieprzyjemnych dyskusji etc., które także psują mi nastrój, jak również od wszelkich lamentów nad głupim światem i ludzką nędzą, bo potem zawsze mam niedobrą noc i złe sny, a lubię się dobrze wyspać”.

Należy dodać, że jej syn miał talent do obrażania ludzi. Ach, szkoda, że nie został kupcem, jak jego ojciec – myślała. Został filozofem. I jeszcze jeden cytat, mówiący wiele o ich rodzinnej relacji: „[…] wszystkie Twoje zalety przesłania Twoja przemądrzałość, przez co stają się kompletnie bezużyteczne tylko dlatego, że nie potrafisz opanować swojej manii, aby wszystko wiedzieć lepiej, wszędzie znajdować błędy, tylko nie u siebie, wszystko poprawiać i wszystkim kierować. Tym samym irytujesz ludzi wokół siebie, nikt nie chce być poprawiany i oświecany w tak gwałtowny sposób, a już zwłaszcza przez tak mało znaczące indywiduum, jaki jeszcze jesteś […]”.

Jak nazywa się pisarka-matka? 

I jeszcze trzy małe podpowiedzi, bo zagadka trudna:
-   Historia naszych bohaterów związana jest z pewnym starym i zacnym hanzeatyckim miastem.
- Nasz filozof, choć wśród akademików nieco zapomniany, to jednak piastuje honory naczelnego filozofa artystów.
 A fryzura jego, jakby piorun strzelił w rabarbar. 

9 komentarzy:

  1. Tak, chodzi o mamę Arthura S., nie taka trudna ta zagadka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo. Johanna Schopenhauer. Cytaty pochodzą z książki: R. Safranski: Schopenhauer. Dzikie czasy filozofii. Przeł. M. Falkowski. Wyd. Prószyński i S-ka. Warszawa 2008.
    Zgodnie z tradycją prosimy Magdalenę o wybór tematu postu.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. I znowu się spóźniłem. muszę sobie następnym razem budzenie do pokoju zamówić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zasługa wydawnictwa słowo/obraz terytoria, które niedawno odgrzebało tę postać ;)
    Mam nadzieję, że czytelnicy bloga wybaczą mi, że nie poproszę o rozstrzygnięcie sporu o uniwersalia czy innego prymatu rozumu praktycznego, ale chętnie przeczytam coś o Bobie Dylanie ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Świętnie, tym bardziej, że dostanie w tym roku Nobla z literatury.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. No może może, chyba że Komitet Noblowski oceni też jego wybitny śpiew (no i tę jedyną na świecie technikę rzępolenia na harmonijce) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wstyd, ale najwięcej mi dała informacja o włosach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety też! :I
      I jeszcze miasto hanzeatyckie zacne ;)

      Usuń