Czytając Latoura.
Dziura ozonowa nade mną, prawo moralne we mnie.
Może Zieloni podchwycą.
Do poczytania:
Bruno Latour: Splatając na nowo to, co społeczne. Przeł. A. Derra, K. Abriszewski. Kraków 2010.
czwartek, 22 stycznia 2015
sobota, 17 stycznia 2015
Filozofia mody, filozofia stylu (4)
Hiperrzeczywistość,
w której żyjemy wg Jeana Baudrillarda to hiperpesymistyczny świat pustki,
oderwania idei od niosących je dotąd znaków, chaosu, transseksualności,
transpolityki, transekonomii, transestetyki i… look’u.
![]() |
| Jean Baudrillard |
Skoro bowiem wszechestetyzacja
rzeczywistości przyczyniła się do nieodwracalnego zaniku kategorii piękna i
brzydoty, zaś transseksualizacja sprawiła, że zanikły kategorie kobiecości i
męskości, to czemu ten skok w zanik dawnych sensów i klasycznych kategorii nie
miałby się dokonać w sferze mody?
Tu także ani piękno, ani powab nie mają już racji bytu. Kluczową hiperkategorią hipernowego hiperświata staje się natomiast look, który nabiera mocy ontologicznego i egzystencjalnego ugruntowania prezentującego ów look podmiotu.
„Każdy z nas
poszukuje własnego look’u. Ponieważ
nie sposób już znaleźć samopotwierdzenia we własnym istnieniu, pozostaje
jedynie pokazać siebie, nie troszcząc
się o istnienie, a nawet o bycie oglądanym. Nie: istnieję, jestem, lecz:
ukazuję się, jestem obrazem – look, look! Nie jest to już nawet przejaw
narcyzmu, lecz pozbawiona wszelkiej głębi ekstrawersja, rodzaj reklamowej
szczerości, dzięki której każdy staje się agentem własnego wyglądu”.
Ciekawe, co na tę diagnozę z 1990 roku powiedziałyby dzisiejsze szafiarki…
Jean Baudrillard, Przejrzystość zła. Esej o zjawiskach
skrajnych, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2009.
wtorek, 6 stycznia 2015
Mity potrzebne do przeżycia
"Z punktu widzenia praktykującego psychoanalityka uważam, że współczesna terapia dotyczy bez mała całkowicie, jeśli się dokładnie jej przyjrzeć, problemu poszukiwania mitów przez jednostkę" (s. 9). Nie jest przypadkiem, że psychologowie tyle uwagi poświęcają mitom, które w pewnym sensie służą im jako terapeutyczne wzory, by przywołać tylko Edypa czy Syzyfa. Rollo May uważa, że mity nadają sens naszemu chaotycznemu światu, oferują człowiekowi poczucie przynależności do wspólnoty, pozwalają mu odkryć świat wartości moralny oraz umożliwiają mu oswojenie tajemnicy. Można zatem powiedzieć, że niemal w pełnym zakresie mity posiadają uzdrawiającą moc.
Wszyscy znamy mit greckie, lecz są również wielkie mity zachodnie. Już John Ford mawiał - po co być biednym? Horatio Alger, Gatsby, Willy Loman to tylko kilka przykładów wielkiego mitu dążenia do bogactwa. Pozostali oni jednak "w głębi ciemnego lasu" i w porę nie spotkali swego psychiatry. Peer Gynt oraz Dzika Różyczka (zwana także Śpiącą królewną, co niewątpliwie pozbawia jej swoistego psychoanalitycznego powabu) mieli więcej szczęścia.
![]() |
| Rollo May |
May uświadamia nam jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Na przykładzie mitu Fausta (a wydawałoby się, że to mit zrozumiały jedynie dla Niemców) pokazuje potężną i... pozytywną siłę zła. Bez "demona" człowiek nie mógłby się rozwijać (widać to zwłaszcza w wariancie Manna). Uważajmy zatem na wszelkiego rodzaju pop-psychiatrę i propagandę szczęśliwego życia. Zło (nieszczęście) jest tak samo potrzebne do życia jak dobro (szczęście), o czym przekonuje nas tragiczna, lecz na swój sposób piękna historia muzyka Adriana Leverkuehna oraz kapitana Ahaba. Choć raczej, jeżeli nie uprawiamy różnego rodzaju sztuk czy nie zamierzamy wypływać na niezmierzony ocean, to proponuję raczej trzymać się mitów, które są potrzebne do przeżycia i umożliwiają nam "wielkie koło miłości" .
Rollo May: Błaganie o mit. Przeł. B. Moderska T. Zysk. Wyd. Zysk o S-ka. Poznań 1991.
wtorek, 23 grudnia 2014
Gdzież Jeruzalem jest?
Wydaną w 1973 roku płytę Brain, Salad Surgery otwiera ich interpretacja utworu Sir Huberta Parry'ego z 1916 roku skomponowanego do tekstu Williama Blake'a, stanowiącego z kolei przedmowę do poematu Miltona. Wiersz oparty jest na legendzie jakoby młody Jezus z Józefem wędrowali sobie po zielonych wzgórzach Anglii. I chociaż raczej nie jest to prawda a oczu blask syna Boga nie przedarł się przez mgłę nad Glastonbury, to myśl o nowym Jeruzalem na stałe zagościła w serach Anglików. Lake z charakterystycznym dla siebie patosem odśpiewał ów hymn. Stacja BBC na początku nie chciała odtwarzać utworu, uważając, że nie jest to taka sobie zwykła piosenka. Poza tym, czy hymn może spaść na liście przebojów z miejsca 7 na 11?
![]() |
| Emerson i Moog |
William Blake
Czy kiedykolwiek Jego stopy
Przez zieleń naszych pastwisk szły?
Baranek Boży czy nawiedził
Tę ziemię za pradawnych dni?
Czy Jego oczu blask się przedarł
Przez tę na wzgórzach naszych mgłę?
Gdzież Jeruzalem jest? Tu wiecznie
Szatańskich młynów praca wre.
Przynieś mi strzały mej tęsknoty,
Przynieś mi włócznię, przynieś łuk!
Przegonię chmury! Rydwan złoty,
Płonąc, łomocze w twardy bruk.
Z tej walki duchów nie ucieknę,
Miecz nie wypadnie z moich rąk,
Aż Jeruzalem zbudujemy
Pośród zielonych Anglii łąk.
Przeł. Zygmunt Kubiak
Do posłuchania:
Emerson, Lake and Palmer: Brain, Salad Surgery (1973)
Do posłuchania:
Emerson, Lake and Palmer: Brain, Salad Surgery (1973)
czwartek, 18 grudnia 2014
Dwa w jednym – bracia Lumière w Lyonie (1)
Moim dzisiejszym zamierzeniem jest, by w jednym wpisie połączyć dwa spośród
naszych blogowych cykli: Na skrzyżowaniu dróg i Milczenie jest złotem. Czyli: dziś parę słów o
ciekawym miejscu związanym z kimś ważnym dla niemego kina. Jak anonsuje tytuł
posta, mowa będzie o dwóch ważnych postaciach – o braciach Auguście i Louisie
Lumière, których uznaje się za twórców kina.
W Lyonie, w którym bracia spędzili większą część swojego życia, można
natknąć się na wiele interesujących miejsc, związanych z nimi samymi oraz z ich
osiągnięciami.Takim miejscem z całą pewnością jest długa Aleja Braci Lumière, prowadząca
do ulicy Pierwszego Filmu:
Aleja niczym szczególnym się nie wyróżnia,
za to przy Rue du Premier-Film znajduje się willa Augusta Lumière, przy której swą siedzibę ma Institut Lumière:
| Willa A. Lumière |
W willi A. Lumière znajduje się bardzo ciekawe muzeum, o którym
napiszę więcej w drugiej części tego krótkiego sprawozdania na temat miejsc w
Lyonie poświęconych słynnym braciom.
Willa, Instytut i Rue du Premier-Film mieszczą się w dzielnicy, w
której znajdowała się fabryka Monplaisir Lumière. To właśnie z niej wychodzą
robotnicy uwiecznieni na jednym z pierwszych filmów nakręconych przez
braci:
Przypomina o tym nie tylko film, muzeum i
nazwy ulic, ale także stacja metra - nazwana właśnie Monplaisir Lumière - i znajdujący się w jej pobliżu pomnik:
| Źródło: wikipedia |
Zresztą, miejsc i wydarzeń związanych z
Augustem i Louisem Lumière jest w Lyonie bardzo
wiele. Na zakończenie wpisu jeszcze dwie migawki, które o tym przekonują:
| Transparent anonsujący coroczny festiwal filmowy imienia Braci Lumière |
| Mural w 3-ème arondissement |
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Madryt we mgle dziejów
Miejsce i czas akcji – Madryt, lata trzydzieste. Czas radykalizowania się nastrojów i w końcu brutalnej wojny domowej, w której każdy może stać się ofiarą.
Główni bohaterowie: Ignacio Abel – czterdziestoparoletni, odnoszący sukcesy architekt, główny projektant miasteczka uniwersyteckiego. Judith Biely – podróżująca po Europie wyemancypowana Amerykanka, zafascynowana Hiszpanią.
Postaci drugoplanowe: żona Ignacia – Adela oraz ich dzieci – kilkuletni syn Miguel i nieco starsza córka Lita. Rodzice i brat Adeli.
Ignacio i Judith – zafascynowani sobą – nawiązują romans. Miłość rozwija się w tajemnicy, uczucia nie udaje się jednak utrzymać w sekrecie. Cierpi Adela, w pewnej mierze także ich dzieci, nie do końca jednak świadome sytuacji, w której znalazła się ich rodzina. Gdyby dodać jeszcze, że w Hiszpanii wybucha wówczas wojna domowa a główny bohater decyduje się opuścić kraj i wyemigrować do Ameryki – to uzyskalibyśmy dość wierne, jednak płaskie, jednowymiarowe streszczenie akcji książki.
Na szczęście opowiedziana wyżej historia tylko jedna z wielu płaszczyzn, na których rozwija się akcja powieści We mgle czasów Antonio Muñoz Moliny. Losy Ignacia, jego rodziny i Judith poznajemy w retrospektywie. Ten zabieg narracyjny sprawia, że wspomnienia i zdarzenia przeplatają się, niekiedy nieoczekiwanie łącząc ze sobą. Żal utraty wiąże się z pamięcią o szczęśliwych chwilach. Czułość i bezbronność zderzają się z bezwzględnością czasów wojny. Rozgoryczenie spotyka zrozumienie.
Autor książki nie pozwala czytelnikowi na wydawanie łatwych ocen na temat wyborów dokonywanych przez bohaterów. Nie oszczędza żadnej postaci, dla każdej zostawiając jednak choć trochę czułości i wyrozumiałości. Każdą sytuację obudowuje szerokim kontekstem, przez co żadna nie okazuje się być taka, jak zdawało się na początku.
We mgle czasów to pierwsza książka Muñoz Moliny, jaką przeczytałam. Na pewno nie pozostanie jedyną przeczytaną przeze mnie pozycją tego autora. Niespieszna, nielinearna narracja, z której powoli wyłaniają się kolejne aspekty złożonej opowieści, wieloznaczne postaci, próby jak najgłębszego wniknięcia w psychikę bohaterów, precyzyjne rysowanie historycznych i kulturowych kontekstów. We mgle czasów to książka gęsta, intensywna, na długo pozostająca w pamięci.
Antonio Muñoz Molina, We mgle czasów, tłum. Marta Boberska, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2014.
sobota, 6 grudnia 2014
Pochwała łysiny
Wydaje się jednak, że nawet jeżeli zgodzimy się z Synezjuszem, to jednak ogolenie włosów nie wystarcza to tego, abyśmy mogli uznać się za mędrców. Musimy cierpliwie czekać (na szczęście nie wszyscy), aż Mojry, Bóg lub Testesteron sprawią, że naszą czaszkę wreszcie dosięgnie słońce.
![]() |
| Foucault |
![]() |
| Bachelard |
Do poczytania:
sobota, 29 listopada 2014
Liebster Blog :)
Za zaproszenie do
udziału w zabawie Liebster blog dziękuję Koczowniczce, autorce bloga Koczowniczka o książkach. A oto moje odpowiedzi na Jej pytania:
1.
Najbardziej lubisz literaturę... jaką? Polską, amerykańską, japońską, a może
jeszcze inną?
Trudno powiedzieć,
cenię wielu autorów z różnych krajów.
2.
Na pewno znasz zetknęłaś się z książkami pisarza, którego twórczość podziwiasz,
natomiast inni nie - bo nie znają go, nie doceniają. Aż serce boli. Chcesz, by
został odkryty, doceniony. Jaki to pisarz?
Sama nie wiem.
Może Henri Bosco? Sensualna literatura, przyjaciel bardzo ciekawego
francuskiego filozofa – Gastona Bachelarda, który często odwoływał się do jego
powieści.
3.
Czy sięgasz po książki "obozowe"?
Kiedyś bardzo
często. Obecnie nie.
4.
Czy jesteś zadowolona ze swojego bloga? Może chcesz coś w nim zmienić?
Najważniejsza jest
dla nas wymiana myśli z czytelnikami i innymi blogerami, wzajemna inspiracja.
Staramy się pisać tylko o tym, co nam się podobało. O tym, czego nie warto
polecać, nie piszemy. Taką mamy zasadę, choć doceniamy krytyczne, „ostrzegawcze”
notki na innych blogach. Blog to nasz notes, w którym spisujemy impresje,
lektury, inspiracje.
Ostatni rok był
ciężki dla naszego bloga, zapał blogowania nas opuścił. Teraz wrócił i mam
nadzieję, że się utrzyma. Poza tym – jestem dość zadowolona, realizujemy z
Frankensteinem założenia, które sobie przyjęliśmy zakładając bloga.
5.
Ile czasu zajmuje Ci napisanie recenzji?
Bardzo niewiele –
piszę tylko, kiedy nachodzi mnie swego rodzaju „blogerska wena”, więc idzie
szybko. Poza tym z zasady piszemy krótkie notki.
6.
Czy chętnie pożyczasz innym swoje książki?
Nieeee. Tylko w
ostatecznościJ
Nawet z Frankensteinem nie mamy pełnej małżeńskiej wspólnoty książkowej...
7.
Jeśli książka Cię nie interesuje, czy starasz się ją przeczytać do końca, czy
też porzucasz bez żalu?
Porzucam po około
50-70 stronach. Niechętnie, muszę dodać.
8.
Bohater książkowy, który Cię bardzo irytował, to...
Wszelcy mężczyźni
przechodzący kryzys wieku średniego. Obecnie irytuje mnie bohater książki
Antonio Muñoz Moliny We mgle czasów. Na
szczęście książka jest zbyt dobra, żeby porzucać jej czytanie z tego powodu.
9.
Bohaterka książkowa, która Cię bardzo irytowała, to...
Jakoś nie
przychodzi mi nic do głowy, może były w tych książkach, które porzuciłam po 50
stronach i wymazałam z pamięci? Jeśli jednak bardzo musiałabym kogoś wskazać,
to pewnie bohaterki Kochanie, zabiłam
nasze koty Masłowskiej, ale wiadomo – tam tak ma być i one mają irytować.
10.
Czy codziennie czytasz przynajmniej kilka kartek?
Bezwzględnie!
11.
Polecisz mi jakąś książkę, która mogłaby mnie zainteresować? Postaram się ją
przeczytać.
Ciężko zdecydować
się na jeden tytuł. Może ze względu na to, że – jak sama piszesz – niedawno odkryłaś
Oates, to gorąco polecam Ci jej Blondynkę
– świetnie napisana opowieść osnuta wokół życia i postaci Marilyn Monroe.
Dodatkowo np. wspaniałą książkę Ludmiły Ulickiej - Daniel Stein, tłumacz.
Nikogo nie
nominuję do dalszego udziału w Liebsterze, ale jeśli ktoś czytający naszego
bloga miałby ochotę na mini mini zabawę, to bardzo proszę o zostawienie w
komentarzach do tego posta odpowiedzi na dwa pytania:
1. Którą książkę,
spośród przeczytanych w 2014 roku, uznajesz za najlepszą?
2. Powielę pytanie
Koczowniczki: Jaką książkę chciałbyś/chciałabyś mi polecić?
Będzie mi miło, a
książki oczywiście postaram się przeczytaćJ
sobota, 22 listopada 2014
Ostatni z klerków
"Tołstoj opowiada, że w czasach, gdy
był oficerem, zobaczył podczas marszu, jak jeden z jego kolegów uderzył
człowieka, który oddalił się z szeregu. I powiedział mu: 'Czy nie jest ci
wstyd, że traktujesz tak jednego z twoich bliźnich? Czyżbyś nie czytał Ewangelii?'
Na co ów odrzekł: 'Czyżbyś nie czytał regulaminu wojskowego?'" (105).
![]() |
| Julien Benda |
Książka Juliena Bendy "La Trahison des
Clercs" z 1927 roku wywołała niemałą wrzawę. Wielu francuskich
intelektualistów poczuło się obrażonych - co zresztą było znakiem firmowym
twórczości autora. Benda grzmiąco ogłasza bowiem zdradę klerków - to jest
sprzeniewierzenie się ideałom i wartościom, takim jak sprawiedliwość, prawda i
rozum. Uważał on, że klerkowie (nie mylić z klerykami, choć trop nie jest
zupełnie błędny) poddali się postępowi, użyteczności, "igraniu z
namiętnościami", życiu - jednym słowem zdradzili, podczas gdy prawdziwy
klerk uznaje tylko abstrakcyjne wartości (statyczne, bezinteresowne,
racjonalne).
Do poczytania:
Julien Benda: Zdrada
klerków. Przeł. Marek J. Mosakowski. Warszawa 2014.
wtorek, 18 listopada 2014
Feministka – też matka
Moje feministyczne
przekonania zaczęły się kształtować w okolicach 2001 roku, na co niewątpliwie
wpłynęła lektura dopiero co opublikowanej wówczas książki Agnieszki Graff Świat bez kobiet. W zebranych w niej
tekstach, Graff wykładała swoją koncepcję feminizmu – opartego na postulacie
równości i samorealizacji, które powinny być dostępne dla każdego, niezależnie
od płci. Polemizowała z tezami radykalnych środowisk feministycznych, pokazując
na każdej stronie, że feminizm nie wymaga walki z całym światem (ani nawet z
jego częścią…), a wręcz przeciwnie – że jest sposobem przekształcania go
poprzez drobne ale konkretne działania, przez pracę nad kształtującymi naszą
kulturę mechanizmami, nad językiem, mentalnością.
Tak pojmowane
feministyczne oddziaływanie na rzeczywistość wymaga czasu, ale także cierpliwego
punktowania słabych (czyt. sprzyjających nierównościom lub kształtujących je) elementów
naszego codziennego życia. Wymaga także oddolnego organizowania się środowisk podzielających
pewne idee oraz pozyskiwania dla nich coraz szerszych kręgów. Wymaga podejmowania
dyskusji – tak przecież wykuwają się nowe koncepty i przekształcają stare.
W takich
działaniach Graff bierze aktywny udział – publikując (książki, artykuły,
felietony) i dyskutując – na przykład podczas Kongresów Kobiet, których
organizacja jest niewątpliwym osiągnięciem polskiego ruchu kobiecego. Żywo
uczestniczy także w dyskusjach wewnątrz polskiego środowiska feministycznego – które
wcale nie jest ideowym monolitem – niekiedy traktując je jako mrowisko, w które
warto włożyć kij niemałych rozmiarów.
Takim kijem była w
tym roku książka Matka feministka.
Składają się na nią w dużej mierze felietony pisane przez Graff do magazynu „Dziecko”
podczas urlopu wychowawczego. Są także wystąpienia wygłaszane przez nią na kolejnych
Kongresach Kobiet. Książkę czyta się bardzo lekko i przyjemnie – sprzyja temu
felietonowy styl: żartobliwy, okraszony przykładami. Nie znaczy to jednak
wcale, że takie są problemy w niej poruszone. Ani że zasługują one na takie
właśnie potraktowanie.
Tak jak w Świecie bez kobiet mieliśmy celny opis
polskiej rzeczywistości publicznej, jako męskiego świata, tak z nowej książki
Graff wyziera Polska, w której nie ma miejsca dla matek. Dyskryminują je
pracodawcy, ustawodawcy, a nawet środowiska feministyczne, dla których – jak wywodzi
Graff – temat matek nie istnieje. Istnieją tylko indywidualistki – kobiety sukcesu,
przebijające się z mozołem przez szklane sufity. Tymczasem rodzina jest
przecież sprawą wszystkich – bo jest wszystkich udziałem. I jeszcze jedno – Polska
myśli: „macierzyństwo” – a tymczasem powinna myśleć: „rodzicielstwo”, bo tylko
to da nam polską rzeczywistość równych szans i równych możliwości.
Na koniec krótki
cytat z książki (i siostrzany prztyczek w nos):
„Opieka nad małym
dzieckiem pochłania ogromne ilości czasu, energii i funduszy, a także
emocjonalnego zaangażowania. Tak dużo, że na niewiele innych spraw tych zasobów
starcza. Wszystko to dzieje się w kulturze, która ten gigantyczny wysiłek
lekceważy, traktując opiekę nie jako pracę, ale jako »naturalne kobiece
zajęcie«, nieistotną krzątaninę. Ignorując ten wymiar kobiecej egzystencji lub
zajmując się nim czysto teoretycznie i na chłodno, ruch kobiecy de facto
godzi się na niechęć ze strony dziewczyn i kobiet, które zostają matkami”.
Agnieszka Graff, Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu
publicznym, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2001.
Agnieszka Graff, Matka feministka, Wydawnictwo Krytyki
Politycznej, Warszawa 2014.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









