Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2020

Cytaty, które lubimy

A dziś, wielki Constantin Noica.

„Niedawno ktoś mnie pytał – mówi mi na powitanie – dlaczego uprawiając filozofię, dumnie silę się na własną myśl; dlaczego nie wystarcza mi Platon czy Hegel. Chcę, żebyś i ty wiedział, co mu odpowiedziałem. Ogólnie biorąc, każdy człowiek w życiu się kimś wyręcza. Na płaszczyźnie społecznej udzielamy delegacji naszemu przedstawicielowi, żeby troszczył się o nasz byt kolektywny. O tym, co się dzieje w fizyce, informuje nas upoważniony do tego Heisenberg. Ale jednocześnie każdy człowiek zachowuje prawo do tego, by pewne sytuacje przeżywać na własny rachunek, nie udzielając na nie delegacji. Na przykład swoich stosunków z dzieckiem nie delegujesz na nikogo. Podobnie jest z twoim prywatnym absolutem. Jeśli uprawiam filozofię, nie chcę robić tego per procura. Nie zamierzam delegować na Hegla mojego prawa do filozofowania. Jeśli na coś takiego cię nie stać, nie możesz twierdzić, że uprawiasz filozofię” (s. 121)*.



* G. Liiceanu: Dziennik z Păltinişu. Pajdeja jako model w kulturze antycznej. Przeł. I. Kania. Sejny 2001.

niedziela, 31 maja 2020

Egeria Oświecenia

Maurice Quentin de La Tour (1704–1788) lubił malować filozofów. W epoce Oświecenia nie było to niczym dziwnym, gdyż autorytet filozofii był wówczas niepodważalny. Kto chciałby dziś malować filozofów? Albo lepiej: po co malować dziś filozofów? W swym rokokowym stylu sportretował między innymi Rousseau, Woltera czy d'Alemberta. 

Szczególnym pastelem jest portret Pani Élisabeth Ferrand (1700-1752). Nie chodzi mi o kwestie mody, zwracam uwagę na wielką księgę, stojącą za Panią Ferrand. Tytuł obrazu brzmi:  "Mademoiselle Ferrand méditant sur Newton" (1753). Oczywiście, pozowanie z Newtonem, mimo niezwykłej popularności "Elementów" Woltera, nie było w Paryżu czymś powszechnym. 

Élisabeth Ferrand była wyjątkową filozofką (choć wówczas mówiono raczej une salonnière). Przypomnę tylko jeden fakt. Jednym z wpływowych myślicieli był wówczas Étienne Bonnot de Condillac (1714-1780). Mimo pewnego "radykalizmu" został naczelnym przedstawicielem empiryzmu we Francji. Słynny stał się zwłaszcza jego eksperyment myślowy o posągu, który za pomocą aktywności tylko jednego zmysłu, może rozwinąć pozostałe aktywności życiowe. Warto nadmienić, że podobne idee wyrażali wcześniej jego koledzy: Diderot oraz Boureau-Deslandes.

Pomijając fakt rzekomego plagiatu idei nowej Galatei, to - zdaniem Condillaca - za ową ideą posągu metafizycznego stoi Élisabeth Ferrand. To właśnie ona "rozjaśniała" mu pewne kwestie, to jej "zawdzięcza" głębsze zrozumienie i opracowanie teorii sensualizmu.

 A tak wygląda obraz, który "na żywo" można zobaczyć w Starej Pinakotece. 







wtorek, 8 stycznia 2019

Czym jest filozofia?

Czytając Pounda pozwoliłem sobie na małą ingerencję w jego tekst.

"Tylko wtedy, gdy kilku ludzi, którzy WIEDZĄ, zbiera się i dochodzi do SPRZECZNYCH wniosków - rodzi się jakakolwiek filozofia".

piątek, 28 sierpnia 2015

Z dziejów filozofii życia

Post dedykujemy tym, którzy wciąż jeszcze twierdzą, że filozofia do niczego się nie przydaje. 

Pastor Tom Marshfield – bohater powieści Updike’a Miesiąc nadziei – wspomina wykłady z filozofii a dokładnie miłą, choć nieśmiałą Jane: „Poznaliśmy się w chłodnym brytyjskim słońcu hobbesowskiego realizmu, odbijaliśmy piłki z niepohamowanym egoizmem i umówiliśmy się na następny mecz jako partnerzy. Nim doszło do następnego spotkania, Hume odpalił „powinien” i „słuszny”, a Bentham próbował rekonstruować hedonizm formułami maksymalizacji. Nasz pierwszy pocałunek przypadł na Spinozę, bardziej titillatio niż hilaritas. Czułem jednak, jak mój conatus, ponure centrum mego jestestwa, pięknie unosi się z mej przepony, gdy w ciemności zamkniętych powiek jej ciężar po raz pierwszy przygniótł mój. Gdy Kant usiłował złagodzić racjonalizm imperatywami kategorycznymi i Achtung, Jane pozwoliła mi pieścić swoje piersi przez sweter. Do czasu potwornego utożsamienia przez Hegla moralności z wymogami państwa, moja dłoń rozgrzewała się w jej staniku, a mój dostęp został rozszerzony i dotyczył także ud”*. 

John Updike: Miesiąc niedziel. Przeł. Jerzy Kozłowski. Wyd. Rebis. Poznań 2012, s. 58.


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Z podręczników filozofii. Cz. 6

O po-sokratykach

Nie mieć racji – oto cel filozofii. A może inaczej – nie mieć racji w taki sposób, by wykazać, że nie ma jej również mój przeciwnik. Absolutny sens, wszystko wyjaśniająca teoria, ostateczna pewność, oczywista prawda utwierdzają tylko panowanie ducha w świecie a filozofia ma przecież dotyczyć jego rozkładu. Można naturalnie milczeć, ale jeszcze lepiej jest nie mieć racji.
Adorno pisze:Znałem kogoś, kto po kolei zapraszał do siebie wszystkie znakomitości teorii poznania, nauk przyrodniczych i humanistyki, z każdym z osobna dyskutował swój system i kiedy już nikt nie ważył się wysunąć żadnego argumentu przeciw jego formalizmowi, zakonkludował, że oto system potwierdził swą wartość. Coś z takiej naiwności zaznacza się wszędzie, gdzie filozofia choćby z daleka przypomina gest przekonywania. Gest ten zakłada jakąś universitas literarum, aprioryczne porozumienie duchów, które mogą się ze sobą komunikować, a tym samym zakłada już cały konformizm”.

T.W. ADORNO

Do poczytania: T.W. Adorno:
Minima moralia. Refleksje z poharatanego życia. Przeł. M. Łukasiewicz. Wyd. Literackie. Kraków 1999.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Z podręczników filozofii. Cz. 5

O przewagach filozofa nad poetą pisał Platon. Są też odmienne opinie. O przewadze baranka nad pająkiem filozof Artur Schopenhauer pisze tak:  „Inna wielka przewaga osiągnięć poetyckich nad filozoficznymi polega na tym, że dzieła poetów mogą istnieć obok siebie i nie przeszkadzają sobie. Co więcej, jeden i ten sam duch może się nimi rozkoszować i cenić najrozmaitsze z nich. Tymczasem system filozoficzny, gdy tylko przyjdzie na świat, zaraz dąży do zguby wszystkich swych braci, jak sułtan azjatycki występujący na tron. Albowiem tak jak w ulu może być tylko jednak królowa, tak tylko jedna filozofia na porządku dziennym. Systemy mają, mianowicie, naturę tak nietowarzyską jak pająki, z których każdy siedzi osobno w swojej sieci i wypatruje, ile much się w niej uwikła, a do innego pająka zbliża się tylko po to, by z nimi walczyć. A więc podczas gdy dzieła poetów jak baranki pasą się zgodnie obok siebie, dzieła filozoficzne są urodzonymi drapieżnikami”.*


* A. Schopenhauer: W poszukiwaniu mądrości życia. Parerga i paralipomena. Drobne pisma filozoficzne. T.2. Przeł. J. Garewicz. Kęty 2004, s, 37.

sobota, 17 stycznia 2015

Filozofia mody, filozofia stylu (4)

Hiperrzeczywistość, w której żyjemy wg Jeana Baudrillarda to hiperpesymistyczny świat pustki, oderwania idei od niosących je dotąd znaków, chaosu, transseksualności, transpolityki, transekonomii, transestetyki i… look’u.


Jean Baudrillard
Skoro bowiem wszechestetyzacja rzeczywistości przyczyniła się do nieodwracalnego zaniku kategorii piękna i brzydoty, zaś transseksualizacja sprawiła, że zanikły kategorie kobiecości i męskości, to czemu ten skok w zanik dawnych sensów i klasycznych kategorii nie miałby się dokonać w sferze mody?

Tu także ani piękno, ani powab nie mają już racji bytu. Kluczową hiperkategorią hipernowego hiperświata staje się natomiast look, który nabiera mocy ontologicznego i egzystencjalnego ugruntowania prezentującego ów look podmiotu.

„Każdy z nas poszukuje własnego look’u. Ponieważ nie sposób już znaleźć samopotwierdzenia we własnym istnieniu, pozostaje jedynie pokazać siebie, nie troszcząc się o istnienie, a nawet o bycie oglądanym. Nie: istnieję, jestem, lecz: ukazuję się, jestem obrazem – look, look! Nie jest to już nawet przejaw narcyzmu, lecz pozbawiona wszelkiej głębi ekstrawersja, rodzaj reklamowej szczerości, dzięki której każdy staje się agentem własnego wyglądu”.

Ciekawe, co na tę diagnozę z 1990 roku powiedziałyby dzisiejsze szafiarki…


Jean Baudrillard, Przejrzystość zła. Esej o zjawiskach skrajnych, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2009.

sobota, 6 grudnia 2014

Pochwała łysiny

Można prowadzić spory o rzeczy poważne, można również spierać się o sprawy błahe. Spotkamy również polemiki, które choć z pozoru niewinne, to jednak nie posiadają znamiona zwykłych utarczek a walka w nich idzie niemal na noże (ádoksa prágmata). Takim przypadkiem jest dyskusja między Synezjuszem z Cyreny a Dionem Złotoustym, dotycząca posiadania czupryny lub jej braku. Z pozoru drobna kwestia owłosienia prowadzi nas w tym przypadku do fundamentalnych kwestii filozoficznych. I nie chodzi wcale o zagadnienia estetyczne, piękno jest przecież tylko kwestią gustu. Synezjusz idzie dalej i stawia tezę, że człowiek im więcej ma włosów, tym mniej ma rozumu. Dion, choć nie obstaje przy tezie, że im więcej kędziorów, tym więcej rozumu, to jednak łysych ma w całkowitym poważaniu. Los greckiego racjonalizmu sprowadzony został do dylematu: łysa pała versus piękny lok. 

Wydaje się jednak, że nawet jeżeli zgodzimy się z Synezjuszem, to jednak ogolenie włosów nie wystarcza to tego, abyśmy mogli uznać się za mędrców. Musimy cierpliwie czekać (na szczęście nie wszyscy), aż Mojry, Bóg lub Testesteron sprawią, że naszą czaszkę wreszcie dosięgnie słońce.
Foucault

Bachelard




















Do poczytania:
Synezjusz z Cyreny: Pochwała łysiny. Przeł. Leon Kotyński. Warszawa 1962.

sobota, 22 listopada 2014

Ostatni z klerków


"Tołstoj opowiada, że w czasach, gdy był oficerem, zobaczył podczas marszu, jak jeden z jego kolegów uderzył człowieka, który oddalił się z szeregu. I powiedział mu: 'Czy nie jest ci wstyd, że traktujesz tak jednego z twoich bliźnich? Czyżbyś nie czytał Ewangelii?' Na co ów odrzekł: 'Czyżbyś nie czytał regulaminu wojskowego?'" (105).

Julien Benda

Książka Juliena Bendy "La Trahison des Clercs" z 1927 roku wywołała niemałą wrzawę. Wielu francuskich intelektualistów poczuło się obrażonych - co zresztą było znakiem firmowym twórczości autora. Benda grzmiąco ogłasza bowiem zdradę klerków - to jest sprzeniewierzenie się ideałom i wartościom, takim jak sprawiedliwość, prawda i rozum. Uważał on, że klerkowie (nie mylić z klerykami, choć trop nie jest zupełnie błędny) poddali się postępowi, użyteczności, "igraniu z namiętnościami", życiu - jednym słowem zdradzili, podczas gdy prawdziwy klerk uznaje tylko abstrakcyjne wartości (statyczne, bezinteresowne, racjonalne).  

Klerk żyje zatem w świecie ducha i jego celem nie jest zmienianie świata, lecz wierność ideałom, których zachowanie wydaje się konieczne dla moralności rodzaju ludzkiego. Nie można się dziwić takiej obcości wobec świata życia, królestwo klerka nie jest bowiem z tego świata. Klerkowi obcy jest realizm zarówno namiętności klasowej, jak i namiętności narodowej, którą rządzi ludzka potrzeba dominacji nad materią. Klerk nie mógł wygrać bitwy z doczesnością, dlatego zdradzony, został również uśmiercony (kto wierzy w martwe zasady sam jest martwy). "A historia uśmiechnie się na myśl, że Sokrates i Jezus Chrystus umarli za taką ludzkość" (226). 

 Do poczytania: 
Julien Benda: Zdrada klerków. Przeł. Marek J. Mosakowski. Warszawa 2014.


poniedziałek, 8 września 2014

Na skrzyżowaniu dróg (Hegel)


Tuż obok słynnej berlińskiej alei Unter den Linden natrafić można takie oto popiersie Hegla:


 


 
Mały rzut oka po okolicznych oznakowaniach i okazuje się, że tej wybitnej postaci niemieckiej filozofii poświęcony został plac, na którym owo popiersie się znajduje:



Niestety trudno nazwać tę okolicę wyjątkowo reprezentacyjną, przede wszystkim ze względu na okoliczne kramy i ogólny chaos tam panujący, choć trzeba pamiętać, że wciąż jesteśmy w ścisłym centrum Berlina.



piątek, 24 stycznia 2014

Z podręczników filozofii. Cz. 4.

Można by wprawdzie dyskutować, czy książka, której fragment poniżej przytoczę, to podręcznik filozofii. Raczej pozycja z szeroko rozumianej współczesnej humanistyki – chodzi bowiem o Freudowską Psychopatologię życia codziennego.

W pierwszej części rozprawy, Freud wyjaśnia, jakie nieświadome procesy są odpowiedzialne za zapominanie – nazwisk, słów, faktów. Sprawa ciekawa, wszak zapominanie staje się – częściej lub rzadziej – udziałem każdego z nas. Dodatkowym walorem książki jest wielość przytaczanych przez Freuda przykładów „z życia” – zarówno jego samego, jak i osób, które podzieliły się z nim różnymi doświadczeniami związanymi z zapominaniem.

A oto jeden z przytoczonych przykładów zrelacjonowanych przez Freuda:

„Kiedy zdawałem egzamin z filozofii jako przedmiotu ubocznego, spytał mnie egzaminator o naukę Epikura, a dalej, czy wiem, kto ponownie podjął tę naukę w późniejszych stuleciach. Powiedziałem mu nazwisko Piotra Gassendi, którego właśnie dwa dni temu w pewnej kawiarni wymieniono jako ucznia Epikura. Na pełne zdziwienia pytanie, skąd mam te wiadomości, odpowiedziałem śmiało, że się już od dawna Gassendim interesuję. Z tego wyniknęło magna cum laude na świadectwie, ale też, niestety później uporczywa skłonność do zapominania nazwiska Gassendi. Sądzę, iż moje nieczyste sumienie jest temu winne, że nie mogę zapamiętać tego nazwiska mimo wszelkich usiłowań. Wszak i wtedy nie powinienem był tego wiedzieć”.

Ech. Cóż pozostaje? Chyba jedynie westchnąć nad egzaminacyjnymi skrupułami studentów minionych epok…

Sprawca wyrzutów sumienia - Piotr Gassendi



Interpretator owych wyrzutów - Zygmunt Freud



Cytat pochodzi z książki: Sigmund Freud, Psychopatologia życia codziennego. Marzenia senne, tłum. Ludwik Jenkels, Helena Ivanka, Włodzimierz Szewczuk, Polskie Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1987.