Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borges. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Borges. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 listopada 2011

Orbis Tertius

Proszę sobie wyobrazić świat, w którym rzeczy nie znajdują się w przestrzeni, lecz są serią czasowych następstw i zdarzeń. Istnieje tam specjalny język: nie ma rzeczowników, a jedynie czasowniki. I tak, księżyc to księżycować, a rzeka – wiecznie sączyć. Filozofowie tutaj nie poszukują prawdy, lecz zadziwienia. Największym zagrożeniem jest materializm, owo pozorne rozumowanie. Geometria obejmuje dwie dyscypliny: dotykową i wzrokową. Nie zna równoległych i uznaje, że człowiek, który zmienia swe położenie, tylko modyfikuje otaczające go formy. Wszystkie książki mają tę samą fabułę, a dzieła filozoficzne zawierają niezmiennie tezę i antytezę. Książka, która nie zawiera swojej antyksiażki jest niekompletna. Rzeczy podwajają się, ale dążą również do zatarcia i zatracenia szczegółów, gdy ludzie o nich zapominają. „Klasycznym jest przykład progu, który trwał, dopóki siadywał tam pewien żebrak, i który zniknął wraz z jego śmiercią. Zdarzało się też, że ptaki lub koń ratowały ruiny jakiegoś amfiteatru”

Taki świat przedstawił Jorge Luis Borges, zainspirowany filozofią George’a Berkeley’a. Sam Argentyńczyk nie miał żadnego osobistego systemu filozoficznego, nawet do tego nie zmierzał. Jest „tylko” pisarzem. Można powiedzieć, że wykorzystywał filozofię idealistyczną dla swych prywatnych celów. Filozofia pomagała mu ogarnąć świat, którego prawdziwa istota jest ukryta. Podążając śladami swych wielkich mistrzów metafizycznego niepokoju: Calderona, Cervantesa, Poe’go, używał filozofii w taki sposób, jak Dante czy Milton wykorzystywali teologię. Filozofia jako służka literatury. Trzeba przyznać, że niewolnictwo to rozkoszne.

J.L. Borges: Tlön, Uqbar. Orbis Tertius. Przeł. A. Sobol-Jurczykowski. W: Nowa antologia osobista. Przeł. A. Sobol-Jurczykowski i inni. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2006.

środa, 5 października 2011

O potworze-smutasie

Dziś znów o potworach. Tym razem o jednym takim płaczku, który zamieszkuje tylko lasy choinowe w Pensylwanii. Straszny z niego mruk i smutas, nic tylko płacze i płacze. Niestety, ma to dla niego przykre konsekwencje, ponieważ jest łatwym celem dla myśliwych. Ponadto, kiedy chodzi zostawia za sobą ślady - łzy. Zdarzyło się, że jakiś przygłupi farmer upolował Squonka. Kiedy jednak otworzył worek ze zdobyczą, ujrzał tam jedynie łzy i bąbelki. Profesor Ptaszor opowiadał, że słyszał kiedyś śmiech Squonka. Nikt jednak nie daje wiary słowom uczonego.

Squonk i myśliwy (fragment okładki Genesis)
Wielu fanów płakało także po odejściu Petera Gabriela z Genesis. Miałem wówczas dwa lata i raczej nie sądzę, bym wsłuchiwał się wówczas w rocka progresywnego. Wiele lat później – i to już pamiętam – podobnie było z Fishem i Marillion. Z czasem okazało się jednak, że można i bez charyzmatycznego lidera. Moim zdaniem przez chwilę było nawet dużo lepiej. Zarówno „A Trick of the Tail” (1976), jak i „Wind and Wuthering” (1976) to absolutne perełki. I właśnie na pierwszej płycie znajduje się utwór o tajemniczym tytule „Squonk”. Fajna piosenka o najnieszczęśliwszym ze wszystkich zwierząt. Dużo tych smutków więc czas kończyć. 


Do poczytania:
J.L. Borges: Księga istot zmyślonych. Przeł. Zofia Chądzyńska. Wyd. Prószyński i S-ka. Warszawa 2000 (sam autor wykorzystał książkę Williama T. Coxa Fearsome Creatures of the Lumberwoods, With a Few Desert and Mountain Beasts, 1910).


Do posłuchania:

Genesis: "A Trick of the Tail" (1976)

niedziela, 17 lipca 2011

Dwoje oczu Spinozy

Kawał swego życia spędził Kołakowski nad Spinozą. A był to nieprzeciętny łeb – jeden i drugi.

Jeremi Przybora: Mambo Spinoza

(fragment)

Spinoza –
nie imię to dziewczyny!
Spinoza –
to nie z importu lek!
Spinoza –
nie nazwa to rośliny,
to był filozof wzięty!
Nieprzeciętny
łeb!



I jeszcze coś na drugie oko.

J.L. Borges: Spinoza

Pergaminowo przeźroczyste dłonie Żyda
szlifują w półmroku kształty;
schodzące popołudnie jest z lęku i zimna.
(Popołudnia wszystkie są jednakie).
Dłonie i dookolna przestrzeń o barwie hiacyntu,
co w zmierzchu z wolna blednie na krańcach Getta,
prawie nie istnieją dla cichego człowieka
śniącego sen przejrzystego labiryntu.
Nie niepokoi go, nie mąci zmysłów fama,
ten odblask snów w śnie innego zwierciadła
ani zuchwałe amory młodych dam.
Pracuje, wolny od mitu i metafory,
nad mozolnym kryształem: nieskończonym
atlasem Tego, które jest ze wszystkich Jego gwiazd.

Przeł. Edward Stachura 

M. in. w: J.L. Borges: Nowa antologia osobista. Przeł. A. Sobol-Jurczykowski, E. Stachura, S. Zembrzuski. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2006. 

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Filozof – nieustraszony łowca potworów

Każda mitologia ma swe potwory. Także filozoficzna. Borges i Gondowicz – z nie małą pomocą – opisali już kilka przypadków: złośliwy demon Kartezjusza, daimonion Sokratesa, posąg metafizyczny Condillaca, zwierzę Lotzego, mrówka aprioryczna, nadczłowiek. Można dodać jeszcze: dziwotwora intencjonalnego, Lewiatana czy Dasein.

Więcej miejsca – w filozoficznym bestiariuszu – należy poświęcić potworowi zwanemu „ja transcendentalne”. Bestya to niezwykle groźna. Jej prawdziwa natura wciąż wymyka się badaczom. Przeważa jednak opinia, potwierdzona między innymi opinią słynnego zoologa Ptaszora, że mamy do czynienia z pasożytem przypominającym Białego Wyraka zamieszkującego stare kominy. Wątpliwości zgłosił zacny filozof Kant, który odkrył ślady bestii już u starożytnych. Atakuje znienacka, na początku chory traci wzrok, potem słuch i czucie. Wypadanie włosów jest pierwszym objawem utraty poczucia rzeczywistości. Żywi się wszelaką spekulacją, nie omieszka zasmakować dobrego piwa. Rzekomo częste spożywanie zupy pomidorowej może zapobiec rozwojowi parazyta. W odróżnieniu od Wnętrzaka pasożytuje tylko na ludziach, acz – jak głosi badeńska legenda – zaatakował raz stado owiec. Współcześnie trzyma się raczej terenów bagnistych. Z rzadka atakuje kobiety.

Ten skromny aneks, choć ważny, zapewne nie wyczerpuje pełnego opisu wszelkich potworów, elfów, smoków, fruwających psów, faunów. Dlatego na koniec warto jeszcze raz przywołać apel Borgesa: „Prosimy ewentualnych czytelników z Kolumbii czy Paragwaju, aby nam przekazywali nazwy, wiarygodny opis oraz informacje o najcharakterystyczniejszych obyczajach potworów ze swych okolic”.

Do poczytania:
J.L. Borges (współpraca Margarita Guerrero): „Zoologia fantastyczna”. Przeł. Zofia Chądzyńska. Wyd. Czytelnik. Warszawa 1983 (J.L. Borges: „Księga istot zmyślonych”. Przeł. Zofia Chądzyńska. Wyd. Prószyński i S-ka. Warszawa 2000).
Jan Gondowicz: „Zoologia fantastyczna. Uzupełniona”. Wyd. CiS. Warszawa 2007.