Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kant. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2020

Kto się boi Immanuela Kanta? Cz. 18

Wracam do mojego starego cyklu, chociaż studenci już nie boją się Kanta. Nikogo się nie boją. Wracam fragmentem z Wielimira Chlebnikowa. Interpretację pozostawiam czytelnikom, ja boję się spróbować:  

"Marzę o wielkim ognisku z książek. Żółte iskry, zwinny ogień, przezroczysty popiół, rozsypujący się od dotknięcia, a nawet oddechu, popiół, na którym można jeszcze odczytać poszczególne strofy, słowa chwały lub pychy - wszystko zmienia się w czarny, piękny, rozjarzony od wnętrza ogniem kwiat, wyrosły z książek ludzkich, jak kwiaty przyrody wyrastają z ksiąg ziemi, grzbietów jaszczurów i innych zwierząt wykopaliskowych. I wtedy, jeżeli na bryle płonących stron przypadkiem zostanie słowo: Kant, to ktoś znający narzecze szkockie, przetłumaczy to słowo na 'szewc'. To wszystko, co pozostanie z myśliciela. Wzniósł on nierękodzielny pomnik ograniczoności swego narodu. Zresztą, czy był on myślicielem?".


W. Chlebnikow: Rozmowa dwóch osób. Przeł. J. Śpiewak. W: W. Chlebnikow: Włamanie do wszechświata. Poezja i proza. Wybór i przekład Anna Kamieńska i Jan Śpiewak. Wydawnictwo Literackie: Kraków 1972, s. 28.     

niedziela, 27 sierpnia 2017

Kto się boi Immanuela Kanta? Część 17

Nie zapominamy o naszych cyklach. Tym razem wracamy do Kanta, przypominając lekko upiorny wiersz Jarosława Iwaszkiewicza. 


Widzę co nocy bezdeń czarniawą
W górze nad nami,
Niebo ogromne z mgławic kurzawą,
Drżące gwiazdami

Strachem przejmuje dolina wieczna,
Czarny jar Boga,
W wichrze tworzenia rozwiana mleczna
Słoneczna droga.

Lecz przerażenie większe porywa
Gdy spojrzę w siebie –
Bezprawnych orbit spieniona grzywa
Jaźń mą kolebie.

Tam nie wirują mgławice, ziarna
Narodzin wielu.
Noc nieprzejrzana, bez dna i czarna –
Immanuelu! 


czwartek, 22 stycznia 2015

Kto się boi Immanuela Kanta? Część 16

Czytając Latoura.
Dziura ozonowa nade mną, prawo moralne we mnie.
Może Zieloni podchwycą.



Do poczytania:
Bruno Latour: Splatając na nowo to, co społeczne. Przeł. A. Derra, K. Abriszewski. Kraków 2010.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Kto się boi Immanuela Kanta? Część piętnasta

Tadeusz Różewicz (z niemałą inspiracją Leopoldem Staffem)

Wieczór

Leżę na starym tapczanie
ze sprężyną w boku
nade mną ktoś wali młotem
pode mną ktoś wali młotem
w czaszce świdruje sąsiadka z góry
za ścianą charczą stare rury

"za jakie winy" pytam gwiazd
i słyszę jęk starej sprężyny
"każdy ma swojego Kanta"
(i piekło "danta)

niedziela, 9 lutego 2014

Kto się boi Immanuela Kanta? Część czternasta

Dziś krótko, ale jak to ma często miejsce w przypadku Kant, przenikliwie i trafnie. Nasz bohater zastanawia się mianowicie nad pytaniem: czym jest pieniądz? I cóż odpowiada: "Otóż pieniądz to taka o s o b l i w a rzecz, której użycie możliwe jest tylko w taki sposób, że się jej pozbywamy..."*.  I co? Po raz kolejny musimy przyznać racje myślicielowi z Królewca.

*I. Kant: Metafizyka moralności. Przeł. Ewa Nowak. Warszawa 2005, s. 122.

sobota, 16 listopada 2013

Kto się boi Immanuela Kanta? Część trzynasta

„Nie ma chyba w świecie dziwniejszego tworu niż książki. Drukowane przez ludzi, którzy ich nie rozumieją, sprzedawane przez ludzi, którzy ich nie rozumieją, oprawiane, recenzowane i czytane przez ludzi, którzy ich nie rozumieją, a wreszcie i przez ludzi, którzy ich nie rozumieją, pisane”.  Cytat ten, pochodzący od fizyka, matematyka a nade wszystko aforysty niemieckiego, Georga Christopha Lichtenberga (1742-1799), nie tyczy się rzecz jasna Immanuela Kanta i jego czytelników. Choć i w tym przypadku dostrzegł on pewne trudności:

Lichtenberg leci starą śpiewką (choć był on jednym z pierwszych czytelników Kanta). Przed przystąpieniem do czytania trzeba już znać Kanta lub przynajmniej posiadać wyrobioną opinię o jego teorii. Potem mamy do wyboru: albo przyznać rację Kantowi, ponieważ nic z niego nie zrozumieliśmy, albo z zadowoleniem stwierdzić, że pojęliśmy całość - a zatem Kant na pewno ma rację. Choć istnieje jeszcze trzecia możliwość. Coś tam kapuję, kolega lub koleżanka zaś stanowczo uznają, że filozofia Kant nie ma już przed nimi tajemnic. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko przystąpić do grupy jego wyznawców. No cóż, kwestie, o których traktują książki pana Kanta, są co prawda bardzo interesujące, ale nie każdy może to przecież wiedzieć.

Lichtenberg ponadto stwierdza, że Kanta można nauczyć się tylko za młodu. Człowiek stary, tak jak nie może już nauczyć się pływać ani chodzić po linie, tak i niezrozumiałe pozostaną dla niego stronice "Krytyki czystego rozumu". Nie dowiadujemy się jednak, jaki "graniczny wiek" wyznacza opuszczenie mundus intelligibilis. 

G.C. Lichtenberg

Do poczytania:
G.C. Lichtenberg: Pochwała wątpienia. Bruliony i inne pisma. Wybór, przekład i przypisy Tadeusz Zatorski. Wyd. słowo/obraz/terytorium. Gdańsk 2005



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Kto się boi Immanuela Kanta? Część dwunasta


W 1924 roku hucznie obchodzono w Polsce i na świecie dwusetną rocznicę urodzin Kanta. Zachwytom nad naszym magnus parens nie było końca. Nauka Kanta to jedna z najpotężniejszych sprężyn, jakie kiedykolwiek pchnęły ducha ludzkiego na tory myśli; Kant mesjaszem nowej filozofii; to właściwie Kant pomógł Kopernikowi a nie odwrotnie itd.  W obchodach zabrał także głos znakomity polski logik i filozof Jan Łukasiewicz. Ogólnie rzecz ujmując zjechał Kanta z góry na dół, kończąc recenzję takimi oto słowami: „Gdy zbliżamy się do filozofii kantowskiej z wymaganiami naukowymi, jak domek z kart, rozpada się jej budowa. Na każdym kroku mętne pojęcia, niezrozumiałe zdania, nieuzasadnione twierdzenia, sprzeczności i błędy logiczne….” Sympatycznie, nieprawdaż? 

Jan Łukasiewicz

wtorek, 1 stycznia 2013

Kto się boi Immanuela Kanta? Część jedenasta

Wielokrotnie pisałem na blogu o mękach, na jakie narażony jest czytelnik pism Kanta. Przypomnę tylko biednego Törlessa, któremu, po przeczytaniu zaledwie kilku stron Krytyki czystego rozumu, niemal eksplodował mózg. Panuje powszechna opinia, że styl nie jest mocną stroną niemieckiego filozofa. Są jednak i głosy odmienne. Jeden z największych znawców filozofii Kanta Hermann Cohen odważnie pisze: „Stwierdzam stanowczo, że ani Schiller, ani sam Platon, porównując wyraz myśli, nie pisali piękniej od Kanta. Każda forma musi być formą swego materiału”. 

Zaskoczeni? Jednak nie śpieszmy się z określeniem naszego dzielnego bohatera mianem Flauberta filozofii. Przyjrzyjmy się ostatniej części wypowiedzi Cohena: „Każda forma musi być formą swego materiału”. Pamiętajmy o tym, że filozof prawdę ceni bardziej niż styl (dla pisarza rzecz ma się zgoła odwrotnie), co sprawia, że styl jest nie tylko ograniczony przez talent (któż jednakże śmiałby odmawiać go Kantowi!), lecz nade wszystko przez samą prawdę. Tak tak – prawda leży na dnie transcendentalnego oceanu. A że to dno jest zamulone – za to już nie należy winić Kanta. Nie można zatem pisać o dedukcji czystych pojęć intelektu jak o bandzie grasującej w Lesie Czeskim a idei tablicy kategorii nie odda byle metafora jaskini. Tego po prostu nie można było napisać inaczej: w tym przypadku forma idealnie oddaje materię.

czwartek, 6 września 2012

Kto się boi Immanuela Kanta? Część dziesiąta


Filozofia Immanuela Kanta opiera się na szeregu mniej lub bardziej zrozumiałych terminów, takich jak: naoczność, transcendentalizm, noumen, transcendentalna apercepcja, imperatyw kategoryczny, syntetyczne sądy a priori, antynomie czystego rozumu, etc. Mądrzy ludzie spierają się już od dwustu lat, który z nich jest kluczem do bram Królewca.

Osobiście za najważniejszy termin Kantowski uważam słowo „drzemka”. Nie wiem, czy wcześniej filozofowie pisali o drzemce (na pewno o snach, zwłaszcza tych proroczych…)? A oto słynne zdanie Kanta z Prolegomenów: „Przyznaję szczerze: napomnienie Davida Hume'a było właśnie tym pierwszym sygnałem, który przed wielu laty przerwał moją drzemkę dogmatyczną i na­dał całkowicie inny kierunek moim badaniom w dzie­dzinie filozofii spekulatywnej”. (Wyjaśnienia wymaga termin „dogmatyczna” – w tym przypadku oznacza śniącego się Kantowi starego wilka).

Czemu przypisuję Kantowskiej „drzemce” tak doniosłe miejsce? Po pierwsze, jest to najbardziej zrozumiałe i najczęściej zapamiętywane zdanie Kanta. Jako student – niewiele wiedząc o filozofii Kanta – zawsze wiedziałem, że Hume wybudził Kanta z drzemki. No i że pomógł mu w tym również nasz krajan Kopernik.

Ale nie to jest najważniejsze – idzie wszak o prawo uniwersalne. Nie można spać za długo, nie tylko dlatego, że jak mawiał Kant – łóżko jest kolebką mnóstwa chorób. Filozofia nie rozpoczyna się od zdziwienia, wątpienia czy rozpaczy. Filozofia rozpoczyna się od przebudzenia.   

Prawo to obowiązuje nie tylko wśród filozofów, lecz także wśród błędnych rycerzy. Tak mówi Sancho Pansa do swego pana: „Może wielmożność wasza raczy zsiąść z konia i zdrzemnąć się nieco na świeżej trawce, co jest zwyczajem błędnych rycerzy. Będziesz pan świeższy i dzielniejszy do tej wyprawy”.  

Wśród pisarzy z kolei, rzecz ma się zupełnie przeciwnie: drzemanie (ale uwaga: nie spanie!) jest źródłem natchnienia, co najlepiej oddają słowa nieszczęśliwego Wertera: „Czasem siadam w lesie na krzywym pniu, lub konarze drzewa, odpoczywam, dając folgę okaleczałym od chodzenia stopom i drzemię ukojony wyczerpaniem aż do świtu”.

Wszyscy inni – którzy nie oddali swego życia filozofii bądź literaturze – mogą spać spokojnie. Dobranoc. 


sobota, 14 lipca 2012

Kto się boi Immanuela Kanta? Część dziewiąta


Zanim nastąpiły piękne czasy asystentów, ich rolę spełniali służący. Jednym z najsłynniejszych kamerdynerów w historii filozofii był Martin Lampe (1734-1806). Ten urodzony w Wurzburgu emerytowany żołnierz, spędził na służbie u Immanuela Kanta niemal czterdzieści lat. Był dobrym sługą, wiedział – z pism swego pana – że nadmierna troskliwość skraca życie. Niestety nie doczytał – o czym także pisze Kant – że najlepiej sprawdza się to w małżeństwie. Spróbował dwa razy. 

Na historię Kanta i jego służącego składa się kilka niewyjaśnionych tajemnic. Nie mają one jednak wielkiego znaczenia. Nie sądzę, by okazało się, że to Lampe, gdzieś na strychu, napisał drugie wydanie Krytyki czystego rozumu. Chodzi raczej o drobnostki: o niepościelone łóżko, o wino, które znikało z piwnicy, o poplamione smalcem książki. 

W 1802 wyleciał za nadmierne picie. Mimo wszystko zasłużył sobie na spadek w wysokości 400 guldenów, zapisany w testamencie Kanta. Filozof tak się do niego przyzwyczaił, że na swego nowego służącego Johanna Kaufmanna wołał – Lampe. 

Jak szkoda, że Lampe nie żył dłużej, mógłby – a miałby świetne referencje – pojechać sobie za pracą do Weimaru. Proszę sobie wyobrazić ostatnie słowa Goethego: Lampe, Lampe. Mehr Licht. Czyż nie brzmi to lepiej? 

Zamiast guldenów

sobota, 26 maja 2012

Kto się boi Immanuela Kanta? Część ósma


Nieodłączną częścią wykładów o Kancie jest opowieść o jego niezwykłym rozkładzie dnia. W rzeczy samej w sobie nie był on wcale taki osobliwy, choć bardzo często jest to jedyna kwestia zapamiętywana z wykładów (i jeszcze, że coś tam było o Koperniku). Moją uwagę zwróciło nie to, że Kant realizował swój program dokładnie w ten sam sposób przez lata – ale to jaki był z niego elegant.  No cóż, wiedział, że mężczyznę wita się według ubioru a żegna według rozumu.

Przyjrzymy się zatem, jak ten słynny program dnia wyglądał.
O godzinie 4.55 wchodził do jego pokoju służący i budził mistrza słowami „Es ist Zeit”. Po chwili Lampe (ów dzielny służący) przynosił słabą herbatkę a Kant ubrany w szlafrok, pantofle i szlafmycę siadał do pracy.  W Królewcu dniało a mistrz pracował nad swymi wykładami. Na uniwersytecie wykładał od 7.00 do 9.00. Rzecz jasna w stroju godnym profesora. Od godziny 9.00 do 12.45 pisał w domu swe wiekopomne dzieła. Praca w domu nie wymagała już tak odświętnej kreacji. Kwadrans przed 13.00 przygotowywał się do obiadu, to znaczy zmieniał ubranie. Między 13.00-16.00 jadł obiad z przyjaciółmi. Od godziny 16.00 spacerował po Królewcu. Zawsze tę samą drogą i zawsze sam. Po spacerku był czas na kolację i jakąś lekką lekturę (najlepiej coś o podróżach). Wieczorem, około godziny 22.00, przebrany w piżamkę,  kładł się do łóżka.  I tak przez lata.

Jak zatem widać, to właśnie garderoba – a nie zegar – odmierzała jego sławny rytm dnia.

Oto marzenie prawdziwego kantysty

piątek, 27 kwietnia 2012

Kto się boi Immanuela Kanta? Cześć siódma


Jeśli o kimś powstają wiersze, to wiadomo, iż nie byle to kmiotek.

Armin Senser

KANT

Jego fach nie wymagał prac rąk.
Ale gdyby robił zegary, ich werki podawałyby
czas szczęścia z maksymalną dokładnością. Przyszłość
była niegrzecznym uczniem, który znalazł swego mistrza.

Biblia dotarła aż do Królewca: zajmowała go kwestia,
czego Bóg pragnie. Ale liturgia czyni z rozumu
fałszywego klauna. Dobry człowiek wierzy
w Boga, nie musi jednak chodzić do kościoła.

Zło już istnieje i człowiek bierze je sobie do serca.
A on obawiał się, że na końcu czasu będzie to samo.
Kochał jednak ludzi w takiej mierze, jak oni się kochali.

Umarł, nie opuszczając nieba ani ziemi:
ale żeby poznać go lepiej, wystarczy
docenić trochę bardziej własną niedoskonałość.

Przeł. Ryszard Wojnakowski


Do poczytania:
Armin Senser: Wielkie przebudzenie. Wybrał i przełożył Ryszard Wojnakowski. Wyd. Atut. Wrocław 2011.
.