Do kanonu dydaktyki filozoficznej należy straszenie studentów filozofami. Ma to oczywiście swe wymierne korzyści: przynajmniej dwie. Pokażę je na przykładzie straszaka Kanta. A nie jest to pierwszy lepszy kapiszon. Wspomogę się przy tym wybitnym pisarzem Robertem Musilem – autorem Człowieka bez właściwości. Także filozofem z wykształcenia. W jego młodzieńczej książce Niepokoje wychowanka Törlessa znajdujemy rozmowę między głównym bohaterem a nauczycielem matematyki. Törless nie był uczniem wybitnym, raczej – mocno przeciętym. Jedynym przedmiotem, który wzbudzał u niego jakiekolwiek zainteresowanie była matematyka, zwłaszcza kwestia liczb urojonych. W jaki sposób istnieją owe liczby? – zaprzątało mu myśli.
Odpowiedź nauczyciela była następująca: liczby te są czysto myślowymi koniecznościami. Co to znaczy? A tego pan nie zrozumie. Na razie trzeba tylko wierzyć. Może kiedyś pan do tego dojdzie. Podczas dyskusji nauczyciel wskazał na książkę Kanta, która leżała na biurku. Podobnie jest w filozofii – kontynuował nauczyciel – istnieją pewne konieczności myślowe. Czy pożyczył swemu uczniowi Kanta? Bynajmniej. „Ale – uśmiechnął się widząc, że Törless rzeczywiście otwiera książkę i przerzuca kartki – niech pan na razie to zostawi. Chciałem tylko dać panu przykład, który później mógłby pan sobie przypomnieć; na razie byłoby to dla pana jeszcze zbyt trudne”. I to jest pierwsza z korzyści.
Törless słyszał już o Kancie. Nazwisko to wymieniano zawsze z niezwykłą estymą, jakby chodziło o jakiegoś świętego, który rozwiązał wszystkie problemy filozofii. Natychmiast zakupił tanie wydanie i zasiadł do lektury. Cóż się wydarzyło? Oddajmy głos Musilowi: „[…] z powodu choćby samych przypisów i nawiasów nie zrozumiał ani słowa, a gdy skrupulatnie przebiegał wzrokiem tok zdań, miał wrażenie, jakby jakaś stara, koścista ręka niczym śruba wykręcała mu mózg z głowy”. Po godzinie czytania spocony Törless dotarł zaledwie do drugiej strony. Choć wieczorem nie chciał już nawet patrzeć na książkę, to nieustannie dręczyła go jedna myśl: „że profesor, ten człowiek wyglądający tak niepozornie, trzymał ową książkę całkiem jawnie w pokoju, jak gdyby była jego codzienną rozrywką”. Oto druga korzyść straszenia.
Do poczytania:
Robert Musil: Niepokoje wychowanka Törlessa. Przeł. Wanda Kragen. Wyd. Książka i Wiedza. Warszawa 1980.
Immanuel Kant: cokolwiek
Immanuel Kant: cokolwiek
Z przyjemnością można obejrzeć:
Niepokoje wychowanka Törlessa. Reż. Volker Schlöndorff (1966).