piątek, 3 kwietnia 2015

Filozof -maszyna

Jean Tinguely (1925-1991), szwajcarski artysta (znany głównie we Francji, bo w Szwajcarii znani są jedynie narciarze),  to wybitny przedstawiciel nowego realizmu oraz jeden z twórców tak zwanej sztuki kinetycznej. Dla niewyrobionych odbiorców sztuki jego działalność przypominała zbieranie złomu, z którego następnie artysta zmyślnie komponował dzieło, by wreszcie za pomocą różnych silniczków, powietrza, itp. wprawić całą konstrukcję w ruch. Dzieciaki w muzeach mają teraz fajną zabawę, czego sam byłem świadkiem. Dla wyrobionych z kolei odbiorców sztuki była to gra wyobraźni ze zmiennością i ruchem. Takie metafizyczne wiatraki. 



Ale wróćmy do złomu. Nie ma bowiem większego złomowiska niż historia filozofii. Nie może zatem nas dziwić, że Tinguely "stworzył" także filozofów. I to niezłą gromadkę, między innymi Rousseau, Engelsa, Nietzschego czy Bergsona. Ponieważ wielkie dzieła mówią same za siebie, również i ja powstrzymam się z komentarzem. Powtórzę tylko za Arystotelesem, że ruch jest naczelną zasadą życia. Schopenhauer zaś twierdził, że żadna wielka idea nie może powstać, kiedy człowiek siedzi. Może co prawda stać, ale najlepiej jeżeli będzie się poruszał. Czy będzie to robił za pomocą swych nóg czy za pomocą silniczków, to już kwestia drugorzędna.

Wittgenstein

Heidegger



środa, 18 lutego 2015

Selma putuje na fakultet

Przy okazji rozpoczęcia nowego semestru akademickiego przypomniała mi się pewna piosenka. Historia jest smutna. Ona – Selma, jedzie na studia. On – nie jedzie. Nie wiadomo z jakich powodów. Były to (normalne) czasy, kiedy nie wszyscy jeszcze studiowali. Pomaga jej zanieść walizkę na dworzec. Jest to ostatnia chwila, by wyznać jej miłość. Nie wyznaje. Z jego ust wydobywa się tylko "Cześć, Selmo, proszę cię, nie wychylaj się przez okno". Niewiele. Selma pojechała. On pozostał. Były to czasy, kiedy nie można było wysłać smsa i naprawić straconą szansę. I tak nie miał szans, gdyż Selma nie pojechała na wakacje, obóz harcerski, do pracy za granicą, lecz wyjechała na uniwersytet. A jak wiadomo nauka i cnota rzadko idą w parze.

On - Vlado Dijak
Tekst napisał poeta Vlado Dijak, muzyka jest dziełem Gorana Bregovica. "Selma" Białego guzika nadal brzmi świetnie.




czwartek, 12 lutego 2015

Kto się boi pajaca?

Jeszcze swe kantowskie 3 grosze - w nawiązaniu do ostatniego posta - dorzuca Tadeusz Różewicz

filozofowie

"Das Wesen der Wahrheit
Ist die Freiheit"
napisał Martin Heidegger
w roku 1930
potem wstąpił
do partii hitlerowskiej
"Hampelmann der Nazis"
powiedział o nim
sprawiedliwy wśród filozofów
Karl Jaspers

ale i on się pomylił
kiedy odpowiedział Hannah Arendt
wystraszonej zwycięstwem Hitlera
"Das Ganze ist eine Operette
Ich will kein Held in eine Operette sein"
H.A. wyemigrowała...
Jaspers został
i przekonał się
z żoną
Gertrudą Żydówką
że to nie była operetka

nad Niemcami i Europą
zapadła kryształowa noc
zgasło niebo gwiaździste
umarło prawo moralne

czwartek, 22 stycznia 2015

Kto się boi Immanuela Kanta? Część 16

Czytając Latoura.
Dziura ozonowa nade mną, prawo moralne we mnie.
Może Zieloni podchwycą.



Do poczytania:
Bruno Latour: Splatając na nowo to, co społeczne. Przeł. A. Derra, K. Abriszewski. Kraków 2010.

sobota, 17 stycznia 2015

Filozofia mody, filozofia stylu (4)

Hiperrzeczywistość, w której żyjemy wg Jeana Baudrillarda to hiperpesymistyczny świat pustki, oderwania idei od niosących je dotąd znaków, chaosu, transseksualności, transpolityki, transekonomii, transestetyki i… look’u.


Jean Baudrillard
Skoro bowiem wszechestetyzacja rzeczywistości przyczyniła się do nieodwracalnego zaniku kategorii piękna i brzydoty, zaś transseksualizacja sprawiła, że zanikły kategorie kobiecości i męskości, to czemu ten skok w zanik dawnych sensów i klasycznych kategorii nie miałby się dokonać w sferze mody?

Tu także ani piękno, ani powab nie mają już racji bytu. Kluczową hiperkategorią hipernowego hiperświata staje się natomiast look, który nabiera mocy ontologicznego i egzystencjalnego ugruntowania prezentującego ów look podmiotu.

„Każdy z nas poszukuje własnego look’u. Ponieważ nie sposób już znaleźć samopotwierdzenia we własnym istnieniu, pozostaje jedynie pokazać siebie, nie troszcząc się o istnienie, a nawet o bycie oglądanym. Nie: istnieję, jestem, lecz: ukazuję się, jestem obrazem – look, look! Nie jest to już nawet przejaw narcyzmu, lecz pozbawiona wszelkiej głębi ekstrawersja, rodzaj reklamowej szczerości, dzięki której każdy staje się agentem własnego wyglądu”.

Ciekawe, co na tę diagnozę z 1990 roku powiedziałyby dzisiejsze szafiarki…


Jean Baudrillard, Przejrzystość zła. Esej o zjawiskach skrajnych, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2009.

wtorek, 6 stycznia 2015

Mity potrzebne do przeżycia

"Z punktu widzenia praktykującego psychoanalityka uważam, że współczesna terapia dotyczy bez mała całkowicie, jeśli się dokładnie jej przyjrzeć, problemu poszukiwania mitów przez jednostkę" (s. 9). Nie jest przypadkiem, że psychologowie tyle uwagi poświęcają mitom, które w pewnym sensie służą im jako terapeutyczne wzory, by przywołać tylko Edypa czy Syzyfa. Rollo May uważa, że mity  nadają sens naszemu chaotycznemu światu, oferują człowiekowi poczucie przynależności do wspólnoty, pozwalają mu odkryć świat wartości moralny oraz umożliwiają mu oswojenie  tajemnicy. Można zatem powiedzieć, że niemal w pełnym zakresie mity posiadają uzdrawiającą moc.

Rollo May
Wszyscy znamy mit greckie, lecz są również wielkie mity zachodnie. Już John Ford mawiał - po co być biednym? Horatio Alger, Gatsby, Willy Loman to tylko kilka przykładów wielkiego mitu dążenia do bogactwa. Pozostali oni jednak "w głębi ciemnego lasu" i w porę nie spotkali swego psychiatry. Peer Gynt oraz Dzika Różyczka (zwana także Śpiącą królewną, co niewątpliwie pozbawia jej swoistego psychoanalitycznego powabu) mieli więcej szczęścia. 

May uświadamia nam jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Na przykładzie mitu Fausta (a wydawałoby się, że to mit zrozumiały jedynie dla Niemców) pokazuje potężną i... pozytywną siłę zła. Bez "demona" człowiek nie mógłby się rozwijać (widać to zwłaszcza w wariancie Manna). Uważajmy zatem na wszelkiego rodzaju pop-psychiatrę i propagandę szczęśliwego życia. Zło (nieszczęście) jest tak samo potrzebne do życia jak dobro (szczęście), o czym przekonuje nas tragiczna, lecz na swój sposób piękna historia muzyka Adriana Leverkuehna oraz kapitana Ahaba. Choć raczej, jeżeli nie uprawiamy różnego rodzaju sztuk czy nie zamierzamy wypływać na niezmierzony ocean, to proponuję raczej trzymać się mitów, które są potrzebne do przeżycia i umożliwiają nam "wielkie koło miłości" .

Do poczytania:
Rollo May: Błaganie o mit. Przeł. B. Moderska T. Zysk. Wyd. Zysk o S-ka. Poznań 1991.

wtorek, 23 grudnia 2014

Gdzież Jeruzalem jest?


Czas odświeżyć cykl: przy muzyce o literaturze. Dziś będzie mowa o zespole, który trudno będzie jednak ożywić, czyli o progresywnej kapeli Emerson, Lake and Palmer. W swych indywidualnych konkurencjach: klawisze, wokal i perkusja panowie należą do czołówki w historii muzyki rozrywkowej. Po świetnie przyjętych płytach Tarkus (1971) oraz Pictures at the Exihbition (1971) zespół niemal osiągnął sławę i poziom Floydów czy Crimsonów.  

Wydaną w 1973 roku płytę Brain, Salad Surgery otwiera ich interpretacja utworu Sir Huberta Parry'ego z 1916 roku skomponowanego do tekstu Williama Blake'a, stanowiącego z kolei przedmowę do poematu Miltona. Wiersz oparty jest na legendzie jakoby młody Jezus z Józefem wędrowali sobie po zielonych wzgórzach Anglii. I chociaż raczej nie jest to prawda a oczu blask syna Boga nie przedarł się przez mgłę nad Glastonbury, to myśl o nowym Jeruzalem na stałe zagościła w serach Anglików. Lake z charakterystycznym dla siebie patosem odśpiewał ów hymn. Stacja BBC na początku nie chciała odtwarzać utworu, uważając, że nie jest to taka sobie zwykła piosenka. Poza tym, czy hymn może spaść na liście przebojów z miejsca 7 na 11?   

Emerson i Moog
Piosenka ma jeszcze jednego bohatera: - jest nim debiutujący wówczas syntezator Moog (nazwa pochodzi od konstruktora i muzyka Roberta Mooga), którego później używano między innymi w muzyce dyskotekowej.



William Blake

Czy kiedykolwiek Jego stopy
Przez zieleń naszych pastwisk szły?
Baranek Boży czy nawiedził
Tę ziemię za pradawnych dni?

Czy Jego oczu blask się przedarł
Przez tę na wzgórzach naszych mgłę?
Gdzież Jeruzalem jest? Tu wiecznie
Szatańskich młynów praca wre.

Przynieś mi strzały mej tęsknoty,
Przynieś mi włócznię, przynieś łuk!
Przegonię chmury! Rydwan złoty,
Płonąc, łomocze w twardy bruk.

Z tej walki duchów nie ucieknę,
Miecz nie wypadnie z moich rąk,
Aż Jeruzalem zbudujemy
Pośród zielonych Anglii łąk.

Przeł. Zygmunt Kubiak

Do posłuchania:
Emerson, Lake and Palmer: Brain, Salad Surgery (1973)

czwartek, 18 grudnia 2014

Dwa w jednym – bracia Lumière w Lyonie (1)

Moim dzisiejszym zamierzeniem jest, by w jednym wpisie połączyć dwa spośród naszych blogowych cykli: Na skrzyżowaniu dróg i Milczenie jest złotem. Czyli: dziś parę słów o ciekawym miejscu związanym z kimś ważnym dla niemego kina. Jak anonsuje tytuł posta, mowa będzie o dwóch ważnych postaciach – o braciach Auguście i Louisie Lumière, których uznaje się za twórców kina.
W Lyonie, w którym bracia spędzili większą część swojego życia, można natknąć się na wiele interesujących miejsc, związanych z nimi samymi oraz z ich osiągnięciami.Takim miejscem z całą pewnością jest długa Aleja Braci Lumière, prowadząca do ulicy Pierwszego Filmu:



Aleja niczym szczególnym się nie wyróżnia, za to przy Rue du Premier-Film znajduje się willa Augusta Lumière, przy której swą siedzibę ma Institut Lumière:

Willa A. Lumière

W willi A. Lumière znajduje się bardzo ciekawe muzeum, o którym napiszę więcej w drugiej części tego krótkiego sprawozdania na temat miejsc w Lyonie poświęconych słynnym braciom.

Willa, Instytut i Rue du Premier-Film mieszczą się w dzielnicy, w której znajdowała się fabryka Monplaisir Lumière. To właśnie z niej wychodzą robotnicy uwiecznieni na jednym z pierwszych filmów nakręconych przez braci:



Przypomina o tym nie tylko film, muzeum i nazwy ulic, ale także stacja metra - nazwana właśnie Monplaisir Lumière - i znajdujący się w jej pobliżu pomnik:
Źródło: wikipedia

Zresztą, miejsc i wydarzeń związanych z Augustem i Louisem Lumière jest w Lyonie bardzo wiele. Na zakończenie wpisu jeszcze dwie migawki, które o tym przekonują:

Transparent anonsujący coroczny festiwal filmowy imienia Braci Lumière


Mural w 3-ème arondissement



poniedziałek, 15 grudnia 2014

Madryt we mgle dziejów

Miejsce i czas akcji – Madryt, lata trzydzieste. Czas radykalizowania się nastrojów i w końcu brutalnej wojny domowej, w której każdy może stać się ofiarą.

Główni bohaterowie: Ignacio Abel – czterdziestoparoletni, odnoszący sukcesy architekt, główny projektant miasteczka uniwersyteckiego. Judith Biely – podróżująca po Europie wyemancypowana Amerykanka, zafascynowana Hiszpanią.

Postaci drugoplanowe: żona Ignacia – Adela oraz ich dzieci – kilkuletni syn Miguel i nieco starsza córka Lita. Rodzice i brat Adeli.

Ignacio i Judith – zafascynowani sobą – nawiązują romans. Miłość rozwija się w tajemnicy, uczucia nie udaje się jednak utrzymać w sekrecie. Cierpi Adela, w pewnej mierze także ich dzieci, nie do końca jednak świadome sytuacji, w której znalazła się ich rodzina. Gdyby dodać jeszcze, że w Hiszpanii wybucha wówczas wojna domowa a główny bohater decyduje się opuścić kraj i wyemigrować do Ameryki – to uzyskalibyśmy dość wierne, jednak płaskie, jednowymiarowe streszczenie akcji książki. 

Na szczęście opowiedziana wyżej historia tylko jedna z wielu płaszczyzn, na których rozwija się akcja powieści We mgle czasów Antonio Muñoz Moliny. Losy Ignacia, jego rodziny i Judith poznajemy w retrospektywie. Ten zabieg narracyjny sprawia, że wspomnienia i zdarzenia przeplatają się, niekiedy nieoczekiwanie łącząc ze sobą. Żal utraty wiąże się z pamięcią o szczęśliwych chwilach. Czułość i bezbronność zderzają się z bezwzględnością czasów wojny. Rozgoryczenie spotyka zrozumienie.

Autor książki nie pozwala czytelnikowi na wydawanie łatwych ocen na temat wyborów dokonywanych przez bohaterów. Nie oszczędza żadnej postaci, dla każdej zostawiając jednak choć trochę czułości i wyrozumiałości. Każdą sytuację obudowuje szerokim kontekstem, przez co żadna nie okazuje się być taka, jak zdawało się na początku. 

We mgle czasów to pierwsza książka Muñoz Moliny, jaką przeczytałam. Na pewno nie pozostanie jedyną przeczytaną przeze mnie pozycją tego autora. Niespieszna, nielinearna narracja, z której powoli wyłaniają się kolejne aspekty złożonej opowieści, wieloznaczne postaci, próby jak najgłębszego wniknięcia w psychikę bohaterów, precyzyjne rysowanie historycznych i kulturowych kontekstów. We mgle czasów to książka gęsta, intensywna, na długo pozostająca w pamięci.

Antonio Muñoz Molina, We mgle czasów, tłum. Marta Boberska, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2014.

sobota, 6 grudnia 2014

Pochwała łysiny

Można prowadzić spory o rzeczy poważne, można również spierać się o sprawy błahe. Spotkamy również polemiki, które choć z pozoru niewinne, to jednak nie posiadają znamiona zwykłych utarczek a walka w nich idzie niemal na noże (ádoksa prágmata). Takim przypadkiem jest dyskusja między Synezjuszem z Cyreny a Dionem Złotoustym, dotycząca posiadania czupryny lub jej braku. Z pozoru drobna kwestia owłosienia prowadzi nas w tym przypadku do fundamentalnych kwestii filozoficznych. I nie chodzi wcale o zagadnienia estetyczne, piękno jest przecież tylko kwestią gustu. Synezjusz idzie dalej i stawia tezę, że człowiek im więcej ma włosów, tym mniej ma rozumu. Dion, choć nie obstaje przy tezie, że im więcej kędziorów, tym więcej rozumu, to jednak łysych ma w całkowitym poważaniu. Los greckiego racjonalizmu sprowadzony został do dylematu: łysa pała versus piękny lok. 

Wydaje się jednak, że nawet jeżeli zgodzimy się z Synezjuszem, to jednak ogolenie włosów nie wystarcza to tego, abyśmy mogli uznać się za mędrców. Musimy cierpliwie czekać (na szczęście nie wszyscy), aż Mojry, Bóg lub Testesteron sprawią, że naszą czaszkę wreszcie dosięgnie słońce.
Foucault

Bachelard




















Do poczytania:
Synezjusz z Cyreny: Pochwała łysiny. Przeł. Leon Kotyński. Warszawa 1962.