poniedziałek, 18 maja 2020
niedziela, 17 maja 2020
sobota, 16 maja 2020
Cytaty, które lubimy.
Cytaty, które lubimy.
Tym razem z książki Aravinda Adigi ("Między zabójstwami". Przeł. Agnieszka B. Ciepłowska. Prószyński i Sk-a. Warszawa 2009). Znakomity pisarz. Wart przeczytania jest zwłaszcza jego debiut "Białe tygrys".
„W końcu święta kobieta zasnęła. Jej chrapanie przepełniało duszę kucharki strachem. Autobus podskakiwał na nierównej drodze, a Jayamma zastanawiała się, jak też ją ukarzą bogowie. Kim będzie w następnym wcieleniu? Karaluchem? Rybikiem cukrowym mieszkającym w starej księdze? Glistą? Larwą w stercie krowiego łajna? A może czymś jeszcze gorszym? Raptem przyszła jej do głowy dziwna myśl.
Jeśli nagrzeszy w tym życiu dość dużo, może w następnym urodzi się jako chrześcijanka?
Od razu zrobiło jej się lżej i weselej. Natychmiast przysnęła.”
Jeśli nagrzeszy w tym życiu dość dużo, może w następnym urodzi się jako chrześcijanka?
Od razu zrobiło jej się lżej i weselej. Natychmiast przysnęła.”
wtorek, 8 stycznia 2019
Czym jest filozofia?
Czytając Pounda pozwoliłem sobie na małą ingerencję w jego tekst.
"Tylko wtedy, gdy kilku ludzi, którzy WIEDZĄ, zbiera się i dochodzi do SPRZECZNYCH wniosków - rodzi się jakakolwiek filozofia".
"Tylko wtedy, gdy kilku ludzi, którzy WIEDZĄ, zbiera się i dochodzi do SPRZECZNYCH wniosków - rodzi się jakakolwiek filozofia".
sobota, 22 grudnia 2018
Muchomorki białe
Egon
Bondy
Myślę
o Mirce –
co
też robi –
że
z Kochem pije
niebiańskie
piwo.
[Przeł.
L. Engelking]
Mirka Benešová –
młoda dziewczyna poznaje w Pradze muzyka Mejle Hlavse – jednego z
najważniejszych muzyków Czechosłowackiej sceny muzycznej (Plastiki, DG 307, Půlnoc).
Tworzą piękną parę.
Po kilka latach
rozstaje się z Hlavsą i wiąże się z beatinkiem Milanem Kochem – biorą ślub.
Pewnego listopadowego
wieczora Mirka Kochova z mężem czekali na tramwaj. W pewnej chwili straciła z
oczu swego męża. Szukała go całą noc. Po
kilku godzinach znaleziono jego rozjechane ciało w tunelu.
Swe życie
poświeciła odnalezieniu, opracowaniu i wydaniu poezji Kocha. Zrealizowała cel. Pierwsze wydanie dorobku męża rozdała znajomym.
Pewnego dnia dwudziestoczteroletnia
Mirka Kochova dopisała krzyżyk do swego nazwiska na skrzynce pocztowej, wróciła
do mieszkania i odkręciła gaz.
Poeta, filozof
Egon Bondy napisał tekst. Hlavsa – muzykę.
Člověk ze
zoufalství,
Snadno pomate se
Muchomůrky bílé,
budu sbírat v lese
Muchomůrky bílé,
Bělejší než sněhy
Sním je k ukojení,
Své potřeby něhy
Neprocitnu tady,
Až na jiným světě
Muchomůrky bílé,
budu sbírat v létě
Muchomůrky bílé,
muchomůrky bílé
Muchomůrky bílé
czwartek, 13 grudnia 2018
O (istocie) muzyki
Autor - dzieło - odbiorca. Który element jest najważniejszy w artystycznym procesie. Może wszystko jest ważne? Za Georgiem Steinerem stawiam proste pytanie: „Dlaczego właściwie G-moll miałoby być »kluczem
smutku«?. No właśnie, dlaczego? Jeżeli odpowiemy na to pytanie, to rozjaśni się również nasz estetyczny dylemat.
Do poczytania:
G. Steiner: Zerwany kontrakt. Przeł. O. Kubińska. Warszawa 1994.
wtorek, 30 stycznia 2018
Filozofia mody, filozofia stylu (5)
Od Gargamelli
Dziś filozoficzny dowód
na to, że (modowe) perpetuum mobile
jest nie tylko możliwe, ale także jak najbardziej realne:
„W dniach mego
dzieciństwa, pamiętam, widziałem ludzi małych i wielkich, którzy mieli
wszystkie końce szat pocięte we wszystkich częściach, tak od głowy, jak od stóp
i z boków; i tak piękny zdał się ów wynalazek w owym okresie, że cięto jeszcze
wymienione strzępy i noszono kaptury i trzewice i czepce w sposób podobny
pocięte, że wychodziły z głównych szwów szat, w różnych barwach.
A potem widziałem
trzewiki, berety, mieszki, broń – którą noszono dla napaści – kołnierze ubrań,
końce kaftanów od nóg, ogony szat, a nawet w końcu usta tych, którzy chcieli
być piękni, zaostrzone w długie i ostre dzioby.
W innym okresie zaczęły
róść rękawy i stały się tak wielkie, że każdy dla siebie był większy od sukni;
potem zaczęły się wznosić szaty wkoło szyi, tak, że na końcu zakryły całą
głowę; potem zaczęto ją rozdziewać do tego stopnia, że szaty nie mogły się
utrzymać na ramionach, bo na nich nie leżały.
Potem szaty zaczęły się
tak przedłużać, że ludzie mieli ustawicznie ramiona obarczone sukniami, by ich
nie deptać nogami; potem doszły do takiej krańcowości, że odziewały tylko do
biódr i do łokci, a były tak ciasne, że cierpiano z powodu nich wielkie męki, a
wielu ginęło pod niemi; a stopy były tak ściśnięte, że palce kładły się jeden
na drugim i obciążały nagniotkami”.
Ten jakże radosny opis pochodu trendów rodem z renesansowych Włoch, pochodzi z książki:
Leonardo da Vinci: Pisma wybrane. Wybór, układ, przekład i
wstęp Leopolda Staffa. Tom I. Warszawa–Kraków 1930.
poniedziałek, 11 grudnia 2017
I'm in love with a Jacques Derrida
Walijskiego muzyka Greena Gartside'a, lidera założonego w 1977 roku zespołu Scritti
Politti, z pewnością można zaliczyć do grona najbardziej oczytanych muzyków. A że muzyka to nie
sport, to konkurencja nie odstaje.
Na pierwszym albumie "Song of Remember" (1982) znalazł się utwór
pod tytułem Jacques Derrida. Myślę, że piosenka wciąż dobrze brzmi. Ale liczą się także słowa. Nie będę dokonywał dekonstrukcji tekstu (patrz niżej),
powiem jednak o czymś innym.
Proszę sobie wyobrazić, że słynny (być może także i Cardiff) filozof
Jacques Derrida spotkał się z muzykiem. W paryskiej kawiarni porozmawiali sobie
między innymi o ekspresji w muzyce. Derrida powiedział, że to, co robi Walijczyk
jest częścią tego samego projektu zniszczenia. Jest to ten sam dekonstrukcyjny
nastrój – choć w muzyce przejawia się on inaczej. To, co niepokojące zawsze
stanowiło doświadczenie dla popu. I tak oto muzyka pop wstąpiła na
pierwszy front w walce przeciw logocentryzmowi.
Może zastanawia Państwa dziwna nazwa zespołu. I tu jeszcze raz znajdujemy
potwierdzenie oczytania Greena Gartside’a.
Oto fragment tekstu:
I'm in love with the bossanova
He's the one with the cashanova
I'm in love with
his heart of steel
I'm in love
I'm in love with
the bossanova
He's the one with
the cashanova
I'm in love with
his heart of steel
I'm in love
How come no-one
ever told me
Who I'm working
for
Down among the
rich men baby
And the poor
Here comes love
for ever
And its here comes
love for no-one
Oh here comes love
for Marilyn
And it's oh my
baby oh-oh my baby
What you gonna do?
In the reason - in
the rain
Still support the
revolution
I want it I want
it I want that too
B'baby B'baby it's
up to you
To find out
somethin' that you need to do
Because
'm in love with a
Jacques Derrida
Read a page and
know what I need to
Take apart in my
baby's heart
I'm in love
I'm in love with a
Jacques Derrida
Read a page and
know what I need to
Take apart in my
baby's heart
I'm in love
To err is to be
human
To forgive is too
divine
I was like an
industry
Depressed and in
decline
A tu piosenka:
Do posłuchania:
Sctitti Polliti: Song of Remember (1982)
Do poczytania:
J. Derrida: O gramatologii. Przeł. B. Banasiak. Warszawa 2011.
niedziela, 27 sierpnia 2017
Kto się boi Immanuela Kanta? Część 17
Nie zapominamy o naszych cyklach. Tym razem wracamy do Kanta, przypominając lekko upiorny wiersz Jarosława Iwaszkiewicza.
Widzę co nocy bezdeń czarniawą
W górze nad nami,
Niebo ogromne z mgławic kurzawą,
Drżące gwiazdami
Strachem przejmuje dolina wieczna,
Czarny jar Boga,
W wichrze tworzenia rozwiana mleczna
Słoneczna droga.
Lecz przerażenie większe porywa
Gdy spojrzę w siebie –
Bezprawnych orbit spieniona grzywa
Jaźń mą kolebie.
Tam nie wirują mgławice, ziarna
Narodzin wielu.
Noc nieprzejrzana, bez dna i czarna –
Immanuelu!
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Tumorysta
„W środku, między
ścianami czaszki, coś się dzieje”
W latach międzywojennych Frigyes Karinthy (1887–1938) był
wielką gwiazdą literatury węgierskiej. Specjalizował się w drobnych utworach, reportażach,
poezji, ale także przekładach. W jego ogromnym i różnorodnym dorobku – w Polsce
słabo znanym – wyróżnia się opowieść o chorobie (guz mózgu), którą zatytułował Podróż wokół mojej czaszki (nie przypadkiem tłumaczył Swifta). Nie jest to jednak żadne
studium przypadku, lecz niemal poetycka opowieść o tym, jak humorysta
przemienia się w tumorystę. Książka nie jest pozbawiona waloru
naukowego: Autor posiadał dużą świadomość medyczną („Sam sobie mogę postawić
diagnozę”) i można czytać ją także jako swoistą patografię. Tak zrobił między
innymi słynny Olivier Sacks, pisząc wstęp do angielskiego wydania. A mamy jeszcze
wątek Herberta Oliviercrony, pioniera neurochirurgii, który operował pisarza. Nie
było wówczas łatwo o lekarza, który podjąłby się tak trudnej operacji. Stąd
liczne podróże i poszukiwania kliniki, o czym Karinthy fantastycznie opowiada.
I ten opis samej operacji. „Lekkie ukłucie w czubek głowy. To chyba zastrzyk.
Czy profesor już jest? Prawdopodobnie tak, z boku chwieją się dwa białe
fartuchy. Słyszę tępy dźwięk. Teraz chyba... ejże!”. Warto dodać, że pacjenta,
aby rzekomo zwiększyć jego szansę na przeżycie, operowano bez znieczulenia
ogólnego. W każdej chwili można było go zapytać: jak się Pan czuję?.
Główną siłą książki jest język, jakim pisze Autor o swej
chorobie, który sprawia, że mamy faktycznie do czynienia z podróżą. Nie tylko
między Budapesztem a Sztokholmem, jedną a drugą kawiarnią, lecz między zdrowiem a chorobą, życiem a
śmiercią. I narracje te wybornie się uzupełniają. A wszystko to dzieje się w Europie
roku 1937. I na koniec – jeden przykład metafizyczno-szpitalnego nastroju: „Po
siódmej ożywione życie szpitala zamiera, lekarze idą do domu bądź do swoich
pokoi. Szerokie koszarowe korytarze wyludniają się, a w salach pali się
niebieskie światło nie z tej ziemi. Ja też dostosowuję się do nastroju i
zapalam u siebie niebieskie światło. Patrzę na mokry park – tymczasem się
rozpadało – i w cichości ducha zastanawiam się, czy w ogóle mam coś do
stracenia. Pomijając wszystko inne, dobrze wiem, że NIE BYĆ jest wyjątkowo
nudnym stanem w porównaniu do różnobarwności życia. Ale ma też dużo zalet. Nie
trzeba rozmawiać, szukać wymówek. Gdyby tylko człowiek umiał korzystać z
tych zalet, w jakimś TRZECIM STANIE poza życiem i śmiercią – gdybym mógł wejść
do swojej ulubionej kawiarni tak, aby tam nie być, usiadłbym wśród ludzi i nikt
by o mnie nie wiedział" (s. 68).
Do poczytania:
Frigyes Karinthy: Podróż wokół mojej czaszki.
Przeł. A. Górecka. Warszawa: PIW 2008.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




